iZbieractwo

czytam i zbieram sobie

Archive for Marzec, 2007


Gry o bardzo wielką stawkę

Na marginesie premiery konsoli Sony PlayStation 3 (i rozpoczęciem tym samym wojny z Xbox 360 Microsoftu) Piotr Stasiak w Polityce podaje ciekawą informacja o rynku gier wideo na świecie:

Zdaniem ekspertów firmy doradczej PricewaterhouseCoopers, wartość światowego rynku elektronicznej rozrywki przekroczyła w zeszłym roku 30 mld dol. (to więcej niż np. przychody ze sprzedaży biletów do kina). Z prognoz wynika, że do 2010 r. zbliży się do 50 mld dol., bijąc rynek dystrybucji muzyki. Na elektroniczną rozrywkę najwięcej wydają Amerykanie – 10 mld dol. rocznie. Japończycy – 3,5 mld dol. Z kolei w Europie liderami “w przepuszczaniu pieniędzy na głupoty” są Brytyjczycy – ok. 3 mld dol., Niemcy – 2 mld i Francuzi – 1,4 mld. Polski rynek jest jeszcze słabiutki – 100-150 mln dol. Na razie mamy inne priorytety i ważniejsze, niezaspokojone potrzeby. Ale to się szybko zmienia.

Od wielu wielu lat (w tym przypadku jest to około 15 lat, niby mało ale w tej branży to szmat czasu) mówiło się o wciąż rosnącym rynku gier komputerowych – przy każdej relacji z jakiś targów lub podczas podsumowań roku poprzedniego czy prognoz na rok następny. Ale dopiero teraz przybiera to konkretne rozmiary. Wszyscy zdają sobie sprawę, że światowy przemysł filmowy to gigantyczny rynek, więc jeśli wartość światowego rynku gier już go przekroczyła, to mówi to samo za siebie. To potwierdza jego wielkość w bezwzględnej skali. A według prognoz za 3 lata zbliży się do kolejnego giganta – rynku muzyki.

Skąd taki wzrost? Nastolatki kupują gry tak samo jak i 10 lat temu, ale teraz kupują je również Ci, którzy wtedy mieli naście lat, a teraz po 20-pare i więcej. To uproszczenie, ale ilustruje dobrze cały mechanizm.

Sklep web 2.0

Filmik znaleziony rano na Breathing in fumes oraz Media Cafe, obecnie wirus szybko się rozprzestrzenia (Najwcześniejsze jego źródło znalazłem m.in. tu- wyjaśnia się sprawa specyficznego angielskiego akcentu aktorów: pochodzą z Izraela) Nikt go jednak nie komentuje, a moim zdaniem jest co! Co do samego filmu to jest trochę chropowaty, ale tu się nie liczy aktorstwo i realizacja a przede wszystkim sam pomysł – sklep urządzony ze wszystkimi bajerami web 2.0

Nie wiem jak wy, ale jak wchodzę do marketu (nie do zwykłego małego sklepu) to chciałbym skorzystać z wyszukiwarki (która oprócz znalezienia produktu wskazałaby drogę do tej półki)! Tak już tym internetem nasiąkłem. A przecież wyszukiwarka przy takich tagach, wishlistach, pandora-style zakupach to pryszcz.

Gdyby taki sklep zrobił ktoś w San Francisco, odpowiednio to nagłośnił w blogach opiniotwórczych (potem rozdmuchałaby to po świecie blogosfera – zapatrzona w web 2.0 ), to całe miasto jak i Dolina Krzemowa by u niego kupowała, na zasadzie mody i popularności tego miejsca. Zwykłym sieciom handlowym nie zależy na takim ułatwianiu zakupów, bo więcej kasy wydajemy podczas zakupów jak się zagubimy wśród półek i kupujemy wszystkie „potrzebne” nam rzeczy. Ale z drugiej strony, przecież pomysł jest prosty, to dlaczego nikt tego w USA już nie wprowadził w życie? Tyle tłustych VC tylko czeka, komu dać kasę. Stąd wniosek, że to nie jest takie proste. Korzyści jakie niósł by taki sklep są za małe w stosunku do nakładów poniesionych na infrastrukturę i całe to zamieszanie z tagami. A może tylko nikt się nie odważył?

Oczywiście filmik nie jest „na poważnie”, jak i ten wpis ;) To raczej gimnastyka na zasadzie „co by było gdyby”… Powalił mnie w tym sklepie user generated content i sprzedaż pandora-style :)

Analitycy i koncesjonowani uzdrowiciele

Analitycy i koncesjonowani uzdrowiciele, ulegają właściwej nam wszystkim naturalnej skłonności, odwołując się do diagnoz, które znają najlepiej, i do sposobów leczenia, które praktykowano powszechnie w czasach, gdy oni sami diagnozowania i leczenia się uczyli.

Zygmunt Bauman „Życie na przemiał” tłum. Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004

  • Strach pomyśleć co by się z nami stało gdyby leczył nas lekarz bez aktualnej wiedzy medycznej. Ale zapyziały filozof, socjolog, publicysta czy reżyser może wiarygodnie wypowiadać się zawsze. Taka jest natura nauk społecznych i kultury. Ciężko coś zweryfikować. W medycynie łatwiej: pacjent jest dalej chory lub nie. Trzeba o tym pamiętać i zdawać sobie z tego sprawę cały czas.
  • Słowa Bauman są chyba szczególnie aktualne teraz przy tak szybko zmieniającej się rzeczywistości, związanej najbardziej z rozwojem informatyki. Chcesz się na temat internetu wypowiadać to nie możesz się opierać tylko na Galaktyce Internetu Castellsa napisanej w 2001 roku. Trzeba być straszliwie na bieżąco.
  • Druga strona medalu jest jednak taka, że bardzo ciężko w związku z tym powiedzieć coś dobitnie i ze 100%-ową pewnością. I co można z tym zrobić? Moim zdaniem tylko/aż tyle: mieć tego świadomość, nie dać sie zwariować i być otwartym na krytykę. Po to mam disclaimer.
  • Bauman jednak nas pociesza, poklepuje po ramieniu – to nasza naturalna skłonność, każdy tak ma, że w te naturalne pułapki wpada – głowa i umysł do góry.

Content

„Urwał mi się film” troszkę, czyli blog zamarł. Zmaga się z tym każdy bloger. Ostatnio również Edwin Bendyk, który owym wpisem zainspirował mnie do tego postu. O czym on będzie? O contencie czyli zawartości/treści w internecie przed wszystkim, ale do tablicy została wywołana telewizji a więc i jej się dostanie. Oto interesujący mnie fragment:

Wczoraj miałem okazję przysłuchiwać się konferencji Mediatrendy 2007. Przedstawiciele głównych mediów: telewizji, radia, prasy rozumieli, że świat komunikacji społecznej zmienił się za sprawą rozwoju technologii. Tryskali przy tym pewnością siebie, że zmianę tę kontrolują i czeka ich świetlana przyszłość. Trzeba będzie zmienić modele biznesowe w mediach i reklamie, i po sprawie. Owszem, zmienia się publiczność, jest coraz bardziej pokawałkowana, stąd gwałtowny przyrost kanałów tematycznych w telewizji, ale sam człowiek się nie zmienia i chce jednego ? dobrej treści (dobrego contentu, jak się mawia po polsku). A to właśnie potrafią robić tradycyjne media, czyli produkować atrakcyjną treść, w przeciwieństwie do internetowego śmietnika.

Content kojarzy mi się od razu z web 2.0 gdzie oznacza generowanie, tworzenie treści stron przede wszystkim przez samych użytkowników. Jest to na tyle szerokie pojęcie, że można je zastosować, moim zdaniem, do treści wytwarzanej w każdy sposób (książki, telewizja, internet, radio itd.). Chciałbym poruszyć tylko dwie kwestie:

  1. Dla mnie jest za dużo ciekawego contentu, przede wszystkim w internecie, ale i w kioskach, księgarniach czy bibliotekach. Stąd ta przerwa w pisaniu. Nie z braku tematów tylko z braku czasu/sposobu na ogarnięcie tego chaosu i napisanie czegoś sensownego. Stąd ma to związek z poprzednim postem. Ciekawe dlaczego nie oglądam prawie telewizji? Bo za mało mam czasu czy za mało ciekawy content mi daje. Na prawdę nie wiem co jest przyczyną a co skutkiem.
  2. Tv – atrakcyjna treść, internet – śmietnik? Oba medium są takim samym śmietnikiem! I tu i tu można znaleźć bardzo wartościowe treści obok zupełnie marnych i błahych. Przedstawiciele telewizji grzeszą niedocenianiem blogosfery, grup dyskusyjnych, forów, gier wideo i on-line, podcastów, internetowego radia itd. itp. Nie można tych zjawisk przeceniać – to fakt, ale nie wolno również ich nie doceniać. Dzięki internetowi następuje konwergencja mediów (czyli przenikanie się, łączenie) i to jest jego ogromną zaletą! Do tego dochodzi możliwość aktywnego uczestnictwa, nie tylko biernego odbioru pewnych treści. Stale obniża się również próg owego uczestnictwa. Kiedyś trzeba było swoją stronę domową napisać samemu, własnymi siłami dodawać podstrony, galerie, wpisy. Teraz mamy platformy blogowe, strony hostujące nasze zdjęcia, szablony forów internetowych i serwisów społecznościowych. Wszystko czeka abyś przyszedł i wypełnił to treścią. Specjalistyczna wiedza informatyczna ograniczona do absolutnego minimum. To stwarza jeszcze większe szanse zaistnienia ważnych treści, bo koncentrujesz się natworzeniu owego contentu a nie na technicznych sprawach. Do tego dzięki konwergencji mogą zaistnieć nowe, lepsze funkcjonalności. Karierę robi słowo mashup (czyli mieszanie, łączenie funkcji różnych serwisów, usług, sposobów komunikowania się w celu wytworzenia nowej jakości) jak i widget. Tego „grube ryby” telewizji nie dostrzegają. Sądzą, że nadal tylko oni mogą, chcą i potrafią wytwarzać wartościowy content… Już nie!

  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)