iZbieractwo

czytam i zbieram sobie

Archive for Sierpień, 2007


Blog Day 2007

O co w tej akcji chodzi? W dużym skrócie…

BlogDay został stworzony w wierze, że blogerzy powinni mieć jeden taki dzień kiedy będą mogli poznać innych blogerów z innych krajów i innych kręgów zainteresowań. Tego dnia blogerzy polecają swoim czytelnikom inne blogi.
W założeniu każdy bloger ma polecić swoim gościom 5 nowych blogów. Tym sposobem każdy bloger będzie mógł, wędrując po linkach, odkryć nowe, nieznane dotychczas blogi.

Z chęcią przyłączam się do tej inicjatywy i polecam następujące blogi:

Popblog – na szczęście nie zajmuje się muzyką pop, a popkulturą czyli tym wszystkim w czym mniej lub bardziej jesteśmy zanurzeni. To takie popkulturowe zbieractwo ;) prowadzone przez Piotra Siudę – socjologa, doktoranta Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zabrzmiało poważnie? Owszem, ale czy blog o popkulturze może być poważny? Nigdy w życiu!

UI Design - czyli blog o projektowaniu interfejsów, szlifowaniu usability i studiowaniu psychologii użytkownika stron www prowadzony przez Marka Kasperskiego. Zadziwia mnie ile się da wydobyć wiedzy z badań nad zachowaniem internautów.

@net – IMHO najbardziej niedoceniany blog typowo webdwazerowy w tematyce. A Przemek Komorowski pisze bardzo ciekawie okiem humanisty i socjologa (mgr w tym roku) zainteresowanego światem internetowego kodu. Szczególnie intryguje mnie temat otwartych internetowych sieci społecznych.

Po trzech daniach czas na dwa desery:

Ups! I znowu gafa! Każdemu zdarza się strzelić w życiu gafę. Mnie – pomiędzy strzeleniem jednej a drugiej – zdarza się żyć! – pisze autorka bloga, który jest raczej w kategorii „od lat 18″ ;) Mój ulubiony post: Poranek kojota.

Diggnation – zdaję sobie sprawę, że to nie blog (w ścisłym tego słowa sensie) a wideo podcast, ale uważam, że jest wart umieszczenia go tutaj. O co chodzi? Co tydzień dwóch kolesi (jeden z nich, ten z laptopem Apple’a to Kevin Rose, współzałożyciel digg i pownce) siada przed kamerą ze swymi laptopami i w ciągu 40 min rozmawiają bardzo na luzie, sącząc piwko o najciekawszych linkach wykopanych w ciągu ostatniego tygodnia na diggu – stąd oczywiście nazwa. Omawiane linki są różne, czasami techniczne, a czasami zupełnie pojechane i rozrywkowe. Diggnation stał się już kultowy. Sprawiła to IMHO nie tyle treść programu, linki o których jest mowa, co osobowość prowadzących. To showmani pełną gębą w geekowym stylu. Ja wciągnąłem się i od ok. 100 odcinka oglądam program co tydzień. Może wam się nie spodobać, ale przynajmniej spróbujcie, dla mnie to niebanalna rozrywka. To doskonała również okazja do poszlifowania rozumienia ze słuchu prawdziwego kalifornijskiego angielskiego bo nie ma do tego programu napisów ;>

Witam na swoim!

Domek może ciasny, ale własny. Doczekałem się własnego m… a właściwie to własnego b ;) Zakładając w styczniu bloga na serwerze wordpressu chciałem przekonać się, czy dam radę ciekawie i w miarę regularnie pisać. Znając bowiem siebie, nie było sensu inwestować kasy w coś co może trwać tydzień lub dwa. Blog przetrwał jednak moje wady, zdobył nawet czytelników, z którymi w ostatnich tygodniach mogłem się również zobaczyć, pogadać… Czas więc na poważniejszą oprawę – własną domenę i więcej funkcjonalności (najczęściej maleńkich, ale składających się na większą wartość). To co w tej chwili widzicie to dopiero początek, bo wtyczek ci u nas dostatek (jak powiedział pewien król przed walną bitwą ;) i zamierzam z tego bogactwa skorzystać!

Poprzedni blog pozostanie na swoim miejscu. Nie mam jak przekierować jego domeny na tą. Zaimportowałem z niego jednak wszystkie poprzednie wpisy i komentarze więc ciągłość została zachowana. Mogą być w tym archiwum jakieś błędy, kilka razy importowałem plik XML i za każdym razem jakieś drobnostki były nie tak. Jeśli coś znajdziecie i przejdzie ten bug pomyślenie przez filtr człowieczego lenistwa to zgłoście to tutaj w komentarzu lub na maila (podany na stronie FAQ). To samo tyczy się próśb, uwag i wniosków dotyczących tego wcielenia iZbieractwa – pole komentarza stoi przed Wami otworem.

W tym miejscu pragnę również podziękować tym, bez których iZ nie zaistniałoby na własnym serwerze, przede wszystkim Pawłowi (fanatykowi WP) i Lan ( za przyjęcie pod skrzydła własnego dreamhosta), oraz Bartkowi i Adamowi za szybką programistyczną pomocną dłoń.

Na sam koniec jeszcze jedna kwestia. Zastanawiałem się ostatnio o czym jest ten blog – pobudzony próbami wytłumaczenia tego np. na ostatnim Yulbizie. Na pewno jest on internecie i trendzie webdwazerowym, czasami o socjologii, a reszta? Pojawiła się ta niepokojąca myśl, że jest o wszystkim i o niczym a takich blogów nie lubię. Uspokoiłem się jednak wnioskiem, że ta reszta wynika z intelektualnej charyzmy autora i… Że nie chcę z niej zrezygnować nawet gdyby pojawiły się głosy krytyczne lub domagające się pisania więcej o sieci. Chcę więc podkreślić i przypomnieć, że nowa domena a stara nazwa jest nieprzypadkowa – to zbieractwo różnych intrygujących, intelektualnych, internetowych idei… Wedle mojej indywidualnej intuicji.

Zapraszam więc do zaktualizowania feeda RSS &… stay tuned ;)

Couchsurfing, zaufanie i platformy

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o couchsurfingu… Z jednej strony nie mogłem uwierzyć, a z drugiej strony myślałem jakie to proste a skuteczne. O co chodzi? Rejestrujemy się na stronie, wypełniamy profil i szukamy miasta gdzie chcielibyśmy pojechać i… przysłowiowej kanapy na której moglibyśmy przenocować. Chodzi bowiem o to, że strona buduje światową sieć osób, które będą umożliwiały tanie lub bezpłatne noclegi w swoich domach w zamian za możliwość noclegu w innych osób uczestniczącej w tej sieci. Ktoś z Nowej Zelandii lub Peru chce przyjechać do twojego miasta, może przenocować u Ciebie, w zamian ty możesz skorzystać z gościny kogoś w Portugalii czy Kanadzie. Jako, że wyprawy do innych krajów a nawet na inne kontynenty mogą być niebezpieczne, a swoje bezpieczeństwo podczas noclegu powierzamy osobie kompletnie nieznajomej, ważne jest budowanie na stronie couchsurfingowej dobrej reputacji.

Dlaczego o tym piszę? Dla wielu (w tym dla mnie) taka informacja jest ciekawa sama w sobie. Ale jest też drugie dno. Znów świat i internet zadziwiły mnie. Znów okazało się, że można wymyślić coś niezwykle praktycznego a… Internet jest platformą, która to umożliwia.

Po drugie niesamowite jest jak daleko posuwa się nasze zaufanie do obcych i zupełnie nam nieznajomych osób dzięki internetowi, a konkretniej różnego rodzaju platformą zaufania. Nie jeden raz kupowałem coś na Allegro i wysyłałem w ciemno kilkaset zł gdzieś w Polskę i mimo obaw system działa sprawnie. Nie przysłano mi zamiast komórki ziemniaków. Couchsurfing idzie jeszcze dalej bo na szali kładę swoją głowę lub w najlepszym razie pieniądze na zwiedzanie i powrót. I znów działa.

Działa na tyle dobrze, że couchsurfing i aukcje internetowe to dobra wiadomość dla biznesu. Dzięki aukcjom utrzymuje się wiele mniejszych lub większych firm. Couchsurfing to z kolei dobra wiadomość dla sektora turystycznego. Owszem, nie dla hoteli, ale taki turysta musi do swej darmowej kanapy dojechać a na miejscu coś jeść, pić i zwiedzać więc jest okazja aby na nim zarobić. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że tego turysty dane miasto nie miałoby okazji gościć, bo na taką podróż nie byłoby go stać, gdyby nie darmowy nocleg. Można więc powiedzieć, że dzięki dwóm powyższym platformom, powstaje trzecia – platforma biznesowa.

Więcej na temat couchsurfingu w artykule z wiadomości24.pl

Update: powyższy artykuł, lub komentarz Bartka Raciborskiego jest obowiązkowy!

Mutacje i klonacje

Natknąłem się wczoraj na powstający dopiero serwis Tweetr. Co on oferuje? Wspomaga aktualizację zdjęcia w profilu Twittera za pomocą fotki z twojej kamery internetowej (jeśli dobrze zrozumiałem o co im chodzi). Zdjęcia wszystkich użytkowników można oglądać również grupowo na stronie głównej lub dla danego pojedynczego usera.

Kiedy słyszę o tego typu superpotrzebnych i ultrainnowacyjnych stronach to przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo – mutacje. Przypadkowe mutacje. Tak jak w biologii i genetyce. Jeśli jakaś mutacja genetyczna jest możliwa, to zapewne u jakiegoś osobnika w jakimś czasie ona zajdzie. Raz będzie ona dobra i pomocna, innym razem groźna dla jego zdrowia. Podobnie z serwisami internetowymi – jeśli jest możliwość dodania do siebie dwóch funkcjonalności to pewnie ktoś to w końcu zrobi. Ale nie zrozumcie mnie źle. Ja tego nie potępiam. Wręcz przeciwnie. Aby powstała jedna perełka potrzeba wielu prób – mutacji. Szkoda tylko, że entuzjaści web 2.0 skazani są na syzyfowe prace odsiewania ziaren od plew.

Gdy się już ziarenka znajdzie, to na poletku webdwazera się co robi? Klonuje! (Znów pojęcie z nowoczesnej biologii). Co jednak znamienne, nie wszystko co z tego procesu wyniknie, jest nazywane klonem. Ciekawie zauważa to autor tego posta na R/WW:

There are a lot of people on the Net who don’t know what Digg is. But for those who do, there’s a term just as popular as Digg: the Digg clone.

Has anyone ever heard Google being referred as an „Altavista clone”? What about Yahoo Mail or GMail being mentioned as a „Hotmail-like site”? I’ve never seen anyone talking about MySpace as a „Friendster clone”, and definitely WordPress.com would never be called a Blogger-like site. (…) During the portal craze a few years ago, everyone was talking about portals – but we never heard that Lycos was a Yahoo clone. Even today, you don’t often read that Metacafe is a YouTube clone, Google Reader a Bloglines clone, or Google Blog Search a Technorati clone.

Ja bym zrehabilitował serwisy nazywane klonami, skoro inne kopie nie są tym pejoratywnym mianem obdarzane, ale czy jest jakaś logika oprócz przypadku w tych mutacjach i klonacjach?


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)