Informacyjne bankructwo

Jak poradzić sobie z zalewem informacji? Choć to pytanie nie jest odwieczne, to od jakiegoś czasu bardzo istotne. Czy ktoś wierzy, że szybko się z nim uporamy? Nie sądzę. Trzeba więc zmierzyć się z wyrokami Google Readera (masz 378 nieprzeczytanych feedów, 850 nieprzeczytanych!) lub konta mailowego (masz kilkaset nieprzeczytanych maili). To po prostu przesubskrybowanie. Choć są jeszcze tacy którzy mają czas na książki (przyklad1 przyklad2). Niemniej, przybiera to już tak dramatyczne rozmiary, że można odczuwać strach przed gmailem. Jak się ratować? Ogłosić bankructwo! Zrobili tak dwaj blogerzy, którzy postanowili wykasować swoje skrzynki mailowe, bo nie radzili sobie z nadmiarem nieprzeczytanej poczty. Artykuł to opisujący nosi znaczący tytuł – Sekret szczęścia.

Jesteśmy uwiązani do naszych Blackberry, Treo [kieszonkowe telefony i komputery - przyp. tłum.] i laptopów, a nasze życie w świecie zaawansowanych technologii nie przynosi wolności i elastyczności, a jedynie nawał informacji.

To dość drastyczne rozwiązanie, ale jak się okazuje wcale nie takie odosobnione – miernik kryzysu, jest już źle, ok, poddaje się – bankructwo. Czasami tak jednak nie można postąpić, kiedy to sprawa służbowa, ale… skąd wysupłać tylko na to 21 dni? ;)

 

Błoga niewinność

Są jednak tacy, co nie mają takich problemów. Usłyszałem kiedyś od znajomego, że gdyby nie gadu-gadu i radioparty (radio internetowe) to nie miałby co robić w internecie. Byłem w szoku – na jakiej planecie on żyje!?

Jedni bowiem nie dostrzegają problemu zalewu informacji (o błogosławiona niewinności!), inni (tylko?) narzekają, a są też tacy co się tym nie przejmują zbyt mocno…

to tak jakby do wytwórni muzycznej przyszedł nowy prezes i powiedział: od dziś zmiana strategii — skupiamy się na hitach. tylko, że nie wiadomo, co jest hitem, co jest kitem. i trzeba tego kitu trochę też przełknąć. taki lajf.

Tak na marginesie historia z życia wzięta. Taki zalew informacji to nie wina tylko internetu. To jest chyba niezależne od medium. Swego czasu przecież, prowadziłem wojny o pilota z młodszym bratem bo w tym samym czasie było kilka ciekawych programów, ale priorytety mieliśmy inne ;) Tyle było wtedy do oglądania a teraz nie ma dla mnie tam prawie nic. Swoją drogą śmieszne było rozwiązanie tej sprawy. Tata arbitralnie zdecydował, że ja mam prawo do decydowania co oglądamy w dni parzyste a brat w nieparzyste. Oczywiście była to jawna dyskryminacja mojej osoby, ale odwołanie do Sądu Najwyższego (czyt. mamy) nic nie dało – jesteś starszy i młodszemu musisz ustąpić.

Skoro żyjemy na jednym i tym samym świecie, i jedni na nim się nudzą a drudzy przeżywają cierpienia przeinformowania, to większe znaczenie ma sam człowiek a nie sama ilość informacji.

Jak sobie z tym radzić?

Najnowszy trend w filtrowaniu informacji trafnie opisał kiedyś w komentarzu Makjuzer:

Ilość informacji jakie spływają powoduje że nie wystarczy już nasz własny filtr zbudowany przez doświadczenie i wiedzę. Musimy opierać się na kolejnych zbudowanych przez innych ludzi (sieci społeczne).

Ów trend ilustruje filozofia powstania aplikacji FriendsFeedMe:

Aplikacja ma na celu ułatwić wymianę informacji o ciekawych feedach RSS. Co to jest ciekawy feed? Przyjęliśmy prostą definicję – prawdopodobnie Twoi znajomi mają podobne zainteresowania jak Ty. Dlatego feedy, które oni czytają będą z dużym prawdopodobieństwem podobać się również Tobie.

Z podobnego założenia możemy wyjść tworząc dzięki Google Readerowi własny kanał rss w którego skład wejdą pojedyncze posty z naszych feedów, które oznaczymy jako share. Od jakiegoś czasu praktykuję zaznaczanie ciekawych IMHO postów w ten sposób. Jeśli ktoś jest chętny do wymiany kanału rss proszę zgłosić się w komentarzach.

Ostateczny filtr

Największym filtrem informacji jest… pojemność naszej uwagi. Mamy jej ograniczony zasób i po przekroczeniu pewnej granicy nic więcej tam nie zmieścimy – reszta wyleje się z tej czary. Ale ludzka pomysłowość nie ma granic i nawet tak prosty wynalazek jak rss przesunął granice naszej pojemności – już nie musimy łopatologicznie wchodzić na wszystkie ciekawe strony aby zobaczyć czy jest tam coś nowego. Są nawet tacy fanatycy co subskrybują i przeglądają 600 feedów!

Jest jeszcze jeden problem – im więcej jest informacji, tym więcej jej możemy przegapić, im więcej wiedzy, tym więcej ignorancji. Nie sposób bowiem być nawet średnio zaawansowanym w tak wielu dziedzinach. Przydał by się więc post zbierający i porządkujący wszystkie metody radzenia sobie z tym problemem , ale… jak ja tego dokonam w tym natłoku informacji?

Related Posts with Thumbnails
 
This entry was posted in internet and tagged , . Bookmark the permalink.

13 Responses to Informacyjne bankructwo

  1. Fanatyk says:

    Podziwiam twoją celność w uderzaniu w tematy, które mnie nurtują właśnie danego dnia :P

    1. Każdy dostaje tyle informacji ile chce dostawać! Do każdego kanału RSS tak jak do każdej listy mailingowej trzeba się zapisać.

    2. Właśnie przemyślałem dziś zawartość swojego G.Readera. Doszedłem do wniosku, że mam zasubskrybowanych masę blogów (h)amerykańskich, które były bardzo przydatne gdy zaczynalem blogować, ale teraz ze względu na inny profil blogosfery polskiej są dla mnie mało użyteczne. Po czym to poznaję? Po tym, że większość newsów z katalogu „blogs” jedynie „skanuję” (tytuł, pogrubienia, ilustracje i… next>>) W związku z tym pewnie w weekend się wezmę przejrzę po 10-15 ostatnich newsów z każdej strony i lwią część pewnie wywalę.

  2. rybomar says:

    Co do FriendsFeedMe i funkcji w GR to tak naprawdę czytając to, co inni uważają za ciekawe tracimy jeszcze więcej czasu, bo i tak subskrybujemy zwykłe kanały, a te drugie są uzupełnieniem lub z czystej ciekawości „co lubi ktoś inny”. No chyba, że będziemy subskrybować tylko kanały przyjaciół, ale w takim wypadku o wielu ważnych rzeczach się nie dowiemy.

  3. przemek says:

    Ja mam w sumie jedynie problem z feedami, ale znalazłem na to sposób: selekcja. Staram się zawężać tematykę, która mnie interesuje. Zaczynam powoli wyrzucać feedy, w których nie znajduję interesujących informacji. Dotyczy to przede wszystkim (h)amerykańskich blogów [trzymając się nazewnictwa Fanatyka ;) ].

    A korzystam w prosty sposób:
    1) skanuję tytuły
    2) jak znajdę coś co przykuje moją uwagę, to przeglądam treść
    3) jak w treści znajdę coś co mnie zainteresuje, to jest to do przeczytania
    4) jeżeli artykuł może poczekać, ze względu na „ponad czasowość”, to zostawiam na później

    no i jest jeszcze grupa blogów, które po prostu muszę przeczytać jeżeli się coś na nich pojawiło

    to wszystko oczywiście nie gwarantuje tego, że nie ominiemy czegoś ważnego, ale cóż… nie można mieć wszystkiego

  4. eskey says:

    A ja ostatnio borykałem się z zaległościami z dwóch urlopowych tygodni, podczas których nie miałem dostępu do internetu.
    Nazbierało się tego i przyznaję, że byłem dość „okrutny” w przeglądaniu zawartości (kilka ulubionych blogów w pełni a reszta tylko metodą skanowania nagłówków).
    Dość pomocny był też wykorzystywany przeze mnie serwis agregujący różne blogi w grupy tematyczne (blastfeed.com), który po prostu pokazywał mi skończoną liczbę ostatnich postów (na pewno nie wszystkie, które powstały podczas mojej nieobecności). Prafarazując pewne powiedzenie: „czego oczy nie widzą w czytniku, tego nie żal jako straconej informacji”. I to jest chyba metoda na nie zaśmiecanie własnej „pojemności uwagi” ;)

  5. Fanatyk says:

    @Przemek Ja mam problem z zostawianiem na później (co mnie drażni) bo zawsze zapominam o tych odłożonych artykułach „do przeczytania”. A jak G.Reader odhaczy je juz jako przeczytane to szukaj wiatru w polu… Można by je w sumie „gwiazdkować”. hmmm…

    No i oczywiście czytanie feedów metodą podaną przez Przemka znacznie skraca czas jaki trzeba im poświęcić. Także polecam wszystkim bo sam tak czytam i wiem, że gdybym się zagłębiał w każdy news musiałbym ok 3-4h pilnego czytania dziennie poświęcić na G.Readera ;)

  6. Pingback: experymenty informatyczne

  7. radoslaw says:

    @ Fanatyk – w sumie masz rację, każdy kto narzeka na przesubskrybowanie, kiedyś dodawał beztrosko feedy więc to jego wina i nie ma się co nad nim rozczulać! ;)

    @ Rybomar – ja w takich kanałach od znajomych o podobnych zainteresowaniach widzę pewien potencjał, któremu trzeba dać szansę. Nawet jeśli czytają dużo podobnych feedów, to informacja, że akurat ten post ich zaciekawił może sprawić, że zastanowimy się choć przez sekundę czy nie jest on ważny również i dla nas, a go przegapiliśmy.
    Ja w tej chwili mam w czytniku dwa takie feedy od znajomych blogerów i… Przynoszą mi one informacje, do których ja sam nie docieram, do tego nie jest ich dużo.

    Owocem mojej nie tak dawnej w sumie jeszcze przesiadki z Netvibes na Google Readera jest dwustopniowy sposób subskrypcji. Na początek dodaję feed do NV i jak mi się po jakimś czasie spodoba bardziej to awansuje do GR. Tu subskrybuję mniej feedów, ale czytam już niemal wszystko. Do NV zaglądam też o wiele rzadziej niż do GR.

  8. przemek says:

    @fanatyk:
    najlepiej sprawdza się gwiazdkowanie ;) tak kiedyś robiłem :) teraz przerzuciłem się na otwarte zakładki w firefoxie (jak widzę ile ich jest to sam się zmuszam do i przeczytania i zamknięcia) , czasami też wspomagam się del.icio.us

  9. baser says:

    Robert Scoble czyta dziennie 600 feedów i to jest dopiero crazy:-)

  10. Pingback: Żyjemy w erze informacji - azWeb

  11. hazan says:

    na początku myślałem, że jest to kolejny (tym razem u Ciebie) post o histerii związanej z natłokiem informacji.

    Jednak po raz kolejny napisałeś świetny wpis z dobrym podsumowaniem.

    Więcej poproszę tego typu wpisów i częściej !

  12. radoslaw says:

    @ Hazan – Dzięki za komplement :) Trochę siedziałem nad tym wpisem a i tak nie jestem z niego zadowolony w 100% ale dłuższe poprawianie go nie miało już sensu.

    Co oznacza dla Ciebie post tego typu? Bo prośbę postaram się spełnić, ale muszę wiedzieć o co dokładnie Ci chodzi :) Ty moją prośbę o więcej wpisów takich jak „5 Polskich startupów, które warto obserwować.” również mógłbyś spełnić ;)

  13. Emc2 says:

    Ilość informacji jakie możemy świadomie przeczytać jest zależna od naszej wiedzy.

    Przyswajanie nowych zagadnień – czytanie artykułów zadziwiających dużą ilość nowych terminów – bardzo nas męczy. Dlatego dla jednych przeczytanie 10-15 maili czy wpisów na blogu może być już dużą ilością, gdy inni potrafią poradzić sobie z bardzo dużą liczbą i nie czyją zmęczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

More in internet (62 of 100 articles)