iZbieractwo

czytam i zbieram sobie

Archive for Wrzesień, 2007


Aktywna cenzura

Gdy zbliżała się w Polsce kinowa premiera Transformersów, Wojciech Orliński popełnił ciekawy artykuł, o tym dlaczego głupie filmy Michaela Baya (Bad Boys, Twierdza, Armageddon, Pearl Harbor) są mimo wszystko takie fajne. Mnie zaciekawił jeden wątek – współpraca Hollywood z Pentagonem, a właściwie forma aktywnej cenzury jaką podczas tej współpracy się stosuje.

W Pentagonie działa biuro oficera łącznikowego odpowiedzialnego za kontakty z Hollywood, na czele którego od 18 lat stoi Phil Strub. Wystarczy wpisać to nazwisko do internetowej bazy danych o filmach, by odnaleźć je przy różnych tytułach – zwykle wojennych, ale także przy filmach akcji, jak choćby seria o agencie 007. Rolą Struba jest czytanie scenariuszy i opiniowanie, czy film pokazuje armię USA w dobrym świetle. Jeśli pokazuje – armia chętnie udostępnia swoje bazy, swój prawdziwy sprzęt oraz tłum zdyscyplinowanych statystów. (…) To bardzo pomaga ograniczać koszty.

Zdaję sobie z tego sprawę, bo znam historię Coppoli kręcącego „Czas apokalipsy” bez zgody Pentagonu. Coppola chciał zrobić film maksymalnie realistyczny, nie wchodziły więc w grę imitacje sprzętu wojskowego, zwłaszcza helikopterów AH-64 Apache. Ale skąd je wziąć, skoro to sprzęt używany wyłącznie przez armię? Kręcenie w USA nie wchodziło w grę, Coppola planował więc wypożyczenie sprzętu w Australii. Amerykański Departament Stanu użył jednak swoich zakulisowych wpływów i z Australii reżysera też wyproszono. Skończył, jak wiadomo, na Filipinach, co przyczyniło się do katastrofalnego przekroczenia budżetu i wszystkich terminów, a reżyser i grający główną rolę Martin Sheen wylądowali w szpitalu z wycieńczenia.

Jak to ujął dosadnie Ridley Scott, bez współpracy Pentagonu jego „Helikopter w ogniu” mógłby wprawdzie powstać, ale jako „Awionetka w ogniu”.

Nie podchodzę do życia na tyle cynicznie, by wszędzie widzieć układy i knowania wszystkich przeciwko wszystkim. Nie mam też alergii na USA czy jej armię. Dlatego informacja o… W sumie jawnym cenzurowaniu filmów, które chcą pokazać sporo amerykańskiego sprzętu wojskowego zdziwiła mnie. Jaki to prosty mechanizm. Pal licho kasę, tego można się było domyślać, ale że jest facet w amerykańskiej armii od czytania scenariuszy?!

To jest też informacja z rodzaju tych, które nie są straszliwie odkrywcze, można by podać zapewne wiele podobnych praktyk (stosowanych przez korporacje czy rządy państw) aktywnej cenzury, ale… Ta informacja szczególnie działa na wyobraźnię. Inne przykłady nie byłyby tak obrazowe. Może to magia amerykańskiego kina?

Ryzyko wg Ulricha Becka

Czytając kiedyś Społeczeństwo ryzyka Ulricha Becka zanotowałem sobie również taki cytat:

Społeczeństwo ryzyka jest społeczeństwem katastrof. Zagraża mu to, iż stany wyjątkowe stają się normalnymi.

Czy w pojęciu ryzyka nie chodzi o zjawisko od zawsze towarzyszące ludzkiemu działaniu? Czy ryzyko nie jest właśnie cechą epoki społeczeństwa industrialnego, od którego teraz próbuje się je ograniczyć? Ryzyko z całą pewnością nie zostało wynalezione w czasach nowożytnych. Kto tak jak Kolumb wyruszał w podróż, aby odkrywać nowe kraje i lądy, ten musiał również pogodzić się z ryzykiem. Było to jednak ryzyko osobiste, a nie globalne zagrożenie, które powstaje przy rozczepieniu jądra atomowego lub przy magazynowaniu odpadów radioaktywnych i dotyka całej ludzkości. Słowo „ryzyko” miało w kontekście tamtej epoki posmak odwagi i przygody, nie zaś możliwości zniszczenia życia na ziemi.

Nie da się ukryć, że pisząc te słowa w latach 80′ XX wieku, Ulricha Beck żył w atmosferze zimnej wojny z widmem atomowej zagłady, stąd jako przykład ryzyka, podaje rozszczepianie jądra atomowego. Teraz się tego już tak nie obawiamy. Niezależnie od tego, najważniejsza jest tu uniwersalna diagnoza – kiedyś ryzyko dotyczyło pojedynczych jednostek a nie całej ludzkości!

Potrafimy ryzykiem zarządzać, szacować je, ograniczać i minimalizować. Nigdy jednak takiego globalnego ryzyka nie zlikwidujemy. Oto przykładowe artykuły z ostatniego czasu: wzrasta zagrożenie globalną epidemią, bo każdego roku podróżuje po świecie ponad 2 miliardy ludzi (a jest nas ponad 6mld); przebudza się wirus ebola; zmiany klimatyczne dosięgają nawet Polski; dinozaury wymarły nie dzięki jednemu, a kilku meteorytom [jeśli interesują was te artykuły przeczytajcie je teraz, zanim spadną do płatnego archiwum].

Wiele z tych katastroficznych scenariuszy przerobiły nudne filmy science fiction od klasy B w dół. Przejadło nam się to. Takie filmy też. Gdy czytamy więc kolejne ostrzeżenie wydaje się ono nam głupie, wysilone i odległe od naszego życia. Nie pomaga naszej czujności rozdmuchane zagrożenia ptasią grypą, epidemią SARS, czy pluskwą milenijną (kto o ty jeszcze pamięta? ;) itp. Zawsze. Zawsze jednak warto dmuchać na zimne.

Co ludzkości zapewni bezpieczeństwo? Jakkolwiek brzmiałoby to fantastycznie i nieprawdopodobnie – zamieszkanie gdzieś poza Ziemią. Jedna planeta to za mało. Kosmos to nasze przeznaczenie. Sądzi tak również sam Stephen Hawking, a jak mawiał pionier naszego podboju kosmosu Konstanty Ciołkowski:

Ziemia jest kolebką ludzkości, ale nikt nie zostaje w kołysce na wieki.


Festiwal Nauki

Od niedawna, na samym dole menu bloga, pojawił się taki malutki dodatek, o swojskiej nazwie „Eventy”. Polecam tutaj różnego rodzaju spotkania i imprezy, najczęściej związane oczywiście z blogosferą i web2.0 Będą jednak wyjątki od tej tematyki. O jednym nich będzie ten wpis.

festiwal nauki plakatFestiwal Nauki odbędzie się w Warszawie już po raz dziewiąty. Naukowcy otwierają swoje laboratoria, instytuty badawcze aby pokazać to co najciekawsze ze swoich prac. Większość punktów programu to wykłady, ale pamiętam jak trzy lata temu, po wykładzie, już bardzo nieoficjalnie mogłem zwiedzić laboratorium Instytutu Chemii Fizycznej PAN a w nim skaningowy mikroskop tunelowy, które „widzą” pojedyncze atomy! Pasjonatów prawdziwej nauki, do których się zaliczam, nie trzeba przekonywać do udziału w festiwalu. Nauka jest dla mnie czymś niezwykle intrygującym i sexi. Wszystko już było, wszystko jest powtarzaniem czegoś. Tylko w nauce cały czas stajemy na granicy poznanej rzeczywistości. Ma to dla mnie nieopisaną wartość i piękno. Spróbujcie i Wy tego zaznać :)

Program festiwalu jest szalenie bogaty. Obejmuje nauki ścisłe i humanistyczne, sztukę czy medycynę. Każdy coś dla siebie znajdzie. Wybierzcie się choć na jeden wykład. Nie będziecie żałować. Mnie zaciekawiły m.in. takie tematy:

(więcej…)

Zgrzyty w blogosferze

Zgrzyty, kłótnie i docinki w blogosferze istniały na długo przed tym zanim wiedziałem, że coś takiego jak blogosfera istnieje. I będą istnieć nadal. Banał. Ostatnio jednak, jakoś tak subiektywnie, dostrzegam tego więcej wokół siebie – na blogach, które czytam. Nie chcę się wdawać w te spory. Gdybym miał w nich coś do powiedzenia to bym wyraził to w komentarzach. W tym wpisie chciałbym podejść do sprawy bardziej ogólnie i uniwersalnie.

Utkwił mi w pamięci fragment artykułu Magdaleny Łęckiej, w którym pisze o swoich obserwacjach ze studiów w Niemczech:

Studenci z Europy Środkowo-Wschodniej na ogół lepiej znali niemiecki niż ich koledzy z Europy Zachodniej, ale byli zablokowani. Nie mieli dystansu koniecznego do prowadzenia debat na niewygodne dla siebie tematy. Nagle okazało się, że szkoły napakowały nam do głów mnóstwo martwej wiedzy, której nie potrafiliśmy zastosować w praktyce.

Z kolei niemieckie szkoły nauczyły naszych kolegów krytyki, również siebie, polemiki, przedstawiania różnych punktów widzenia. Trzeba było czasu, by zrozumieć, że ich bezpośredniość to wcale nie atak. W ich brutalnych, wydawałoby się, pytaniach – czasami rzeczywiście szli „jak ruski czołg” – kryła się po prostu niewiedza oraz niezaspokojona ciekawość. To ignorancja powodowała spłycenie tematu, generalizowanie, wcale nie zła wola.

(…) Ponieważ nasze szkoły nie uczą debat, więc nie hartują uczniów psychicznie. W spotkaniu z sąsiadami brak nam pancerza uodporniającego na krytykę, którą postrzegamy jako przejaw nielojalności, a nawet wrogości.

Otóż to! Każdą krytykę przyjmujemy tak strasznie do siebie, że wydaje się nam, iż ktoś robi to specjalnie nam na złość. Po co Kaczyński komentował swoją karykaturę w jakiejś podrzędnej niemieckiej gazetce? Dlaczego jak opozycja krytykuje rząd to od razu łże złośliwie? Było tak za czasów obecnego sejmu i reszty poprzednich. Nie umiemy przyjmować krytyki. Zupełnie. A przez to nie potrafimy dyskutować.

(więcej…)


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)