
photo credit: scottwills
Wczoraj Mashable doniosło, że zginął w wypadku (jadąc rowerem wpadł pod autobus) bloger. Jego tożsamość starano się zidentyfikować blisko dwa dni i nic. Miał bowiem przy sobie tylko jakieś klucze i iPoda… No właśnie. O tym, że zmarły to Adam Finley dowiedziano się wykorzystując numer seryjny owego iPoda. Znak czasu? Kiedyś identyfikowano po odciskach palców lub uzębieniu a teraz po numerze seryjnym iPoda?
I tak i nie. Pobrane odciski palców nic nie dały bo zmarły nic nie przeskrobał. Może zęby też miał zdrowe? (nie wiem jak identyfikuje się po uzębieniu, chyba potrzeba mieć jakąś dokumentację u swojego dentysty? – tak czy siak nie ważne) A że jechał rowerem innych dokumentów nie miał przy sobie. Nic więc dziwnego, że łatwiej dopasować numer seryjny iPoda do jego użytkownika niż jego klucze do milionów potencjalnych zamków. W sumie w Polsce mając komórkę w abonamencie (w opcji z telefonem), numer IMEI naszej komórki jest zapisany w naszej umowie. W razie potrzeby odpowiednie władze mogłyby z tego skorzystać. Więc to nic nadzwyczajnego, taka iPodowa identyfikacja? Raczej tak.
Czy zauważylibyśmy więc tą informację, czy przykuła by ona naszą uwagą i czy napisałbym tą notkę, gdyby nieszczęśnika zidentyfikowano po numerze seryjnym jakiegokolwiek innego urządzenia poza iPodem i iPhone’m? Wydaje mi się, że nie. Oto przykład niewyobrażalnej medialności tych dwóch maleńkich a kultowych urządzonek oraz potęgi marketingu Apple’a.