Dostaliśmy więcej niż marzyliśmy
Od wczoraj jesteśmy w Schengen. Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, a przecież za tym suchym faktem kryje się coś więcej. To dobrze, że zwykle bronimy się przed patosem, ale proszę – nie teraz.
Czy mojej babci jadącej na przymusowe roboty w głąb Trzeciej Rzeszy mogło się śnić coś takiego? Tak ogromna swoboda przekraczania granicy polsko-niemieckiej, że właściwie możemy uznać, że jej nie ma? Gdyby ktoś jej powiedział, że dożyje czasu kiedy zniknie granica między Polską a Niemcami to uznałaby pewnie, że Niemcy Polskę wchłoną. Bo jak człowiek będący przy zdrowych zmysłach mógłby wyobrazić sobie obecną sytuację? Polacy pozwalają, aby ich śmiertelni wrogowie mogli swobodnie przekraczać polską granicę?!
Ok, to było dawno temu. Dobrze. Weźmy bliższe nam czasy. Jest rok 1989, Polska powoli, niepewnie odzyskuje wolność. Super, tyle nam wystarczy. Spełniliśmy przecież ogromne marzenia o niepodległości. Czego nam więcej trzeba? Czy te głupie 18 lat temu przyszło by nam do głowy, że znikną granice w ogromnej części Europy? Złośliwi dodaliby, że jasne – po rozszerzeniu Związku Radzieckiego…
To aż nie sposób opisać jak w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniła się Europa. Jeśli nie sposób opisać, to przynajmniej postarajmy się to poczuć. Nie bójmy się powiedzieć sobie (ze względu na to co powyżej), że żyjemy we wspaniałych czasach. Po cichu. Sami do siebie. Bo tak wstyd jakoś mówić tak wielkie słowa na głos, w czyjejś (na ogół) szyderczej obecności.
Może to zakłopotanie przy mówieniu tak wielkich słów wynika z tego, że wolność jest dla nas jak czyste powietrze i zapominamy jaki kiedyś na świecie był zaduch. Dodatkowo „Internet przyzwyczaił nas w dużej mierze do tego, że uważamy się za obywateli świata – jak zauważył to Paweł Wimmer – bo wirtualna, bezgraniczna rzeczywistość dawała poczucie całkowitej swobody.”
Schengen nie spełniło naszych marzeń. Ono dało nam coś więcej, bo nawet nie potrafiliśmy wyobrazić sobie tak wielkiego prezentu, aby móc o nim później marzyć czy też o niego prosić.

