Dolewanie do już pełnego
Kiedy wypowiadałem sakramentalne słowa postanowienia noworocznego, nie myślałem, że wypełni się ono w taki sposób. Niby zadanie jest proste – co to za trud, przeczytać jedną książkę miesięcznie – ale praktyka pokazuje, że nie jest łatwo. Tym bardziej kiedy Google Reader codziennie bezlitośnie odmierza liczbę nieprzeczytanych. Książki jednak nie przeczytałem szczerze mówiąc. „Orzeł biały, czerwona gwiazda” Normana Daviesa została wysłuchana jako audiobook. Trwało to 14h (sic!). Co ważne, słuchałem jej zawsze gdzieś w drodze (do pracy, do domu, w pociągu), jakoś tak przy okazji. Nigdy jako główne i jedyne zajęcie.
Załóżmy, że do słoika nawkładamy kamieni aż do nakrętki. Słoik wydaje się pełny, nic więcej się nie zmieści. Możemy jednak dosypać tam jeszcze piasku i… okazuje się, że miejsce się znalazło! Nasze życie, nasz czas jest takim słoikiem. Wydaje się, że nie damy rady zrobić jeszcze jednej rzeczy, poświęcić uwagi jeszcze czemuś… Puff, da się. Z pomocą przychodzi pomysłowość ale też i technologia. Bez maleńkich przenośnych mp3 playerów nie byłoby tak łatwo. Z drugiej strony bez dużego miasta nie byłoby trzeba tak długo dojeżdżać do pracy ;) Coś za coś.
Do czegoś pełnego wkładamy jeszcze coś, znajdujemy miejsce w już pełnym. Czy tak nie jest z twitterem/blipem? Mamy blogi, mamy komunikatory. W wyniku mutacji powstaje microblog. Dla mających ciut więcej czasu/ambicji powstają miniblogi (tumblr, soup, pinger). Idźmy dalej. Do tej pory aby pisać bloga potrzebowaliśmy dostępu do sieci. Teraz możemy to zrobić smsem lub mmsem (choć racja, od kilku lat możemy blogować emailem z komórki), czyli szybko, prosto i bez internetu, w tzw. międzyczasie, w drodze, gdziekolwiek. Takim blogowaniem otoczeni jesteśmy wszędzie, niczym matrixem. Znów w pełnym udało się upchać jeszcze troszkę. Szkoda, że nie wynaleziono jeszcze takich walizek lub plecaków.
Ktoś znalazł szczeliny w które można wtłoczyć, wlać, wsypać coś co jest mniejsze, bardziej ulotne, płynne i plastyczne w taki sposób, że to wolne miejsce potrafi sobie znaleźć. Kolejna nisza? Kolejny kanał dostępu do treści/kontentu? Co z tego wynika? Zwiększenie naszej wydajności? W pracy czy w życiu? Nie wiem, ale czuję, że coś przesiąka mi przez palce.
