Jak wielkim celebrytą jesteś?
Mikrocelebryci – ostatnimi czasu zrobiło się o nich głośno w pewnej części blogosfery głównie dzięki serwisom blip i flaker. Kim są mikrocelebryci?
Słowo pochodzi od celebrytów czyli po ang. celebrities. Tych wszystkich Dod i Frytek, na Paris Hilton skończywszy, za którymi ganiają paparazzi aby ich skandaliczne zdjęcia umieścić w prasie brukowej lub internetowych kundelkach. Mikrocelebryci mieliby być takimi celebrytami w skali mikro – mniejsza sława, wśród mniejszej ilości osób. Takie osoby nie istnieją w tradycyjnych mediach ale dzięki internetowi staliby się sławni w mikro skali.
Samo pojęcie nie jest nowe, termin pojawił się - jak pisze Kuba Filipowski – już 2 lata temu na gigaom, zjawisko opisał też Clive Thompson w Wired i Marta Klimowicz na blogu. Dopiero jednak powstanie flakera spopularyzowało pojęcie mikrocelebryty. Dlaczego? Twórcy serwisu (w tym wspomniany Kuba) lansują go twierdzeniem, że właśnie dzięki flakerowi możemy stać się mikrocelebytami. Na stronie głównej serwisu jest zakładka mikrocelebryci, która pokazuje osoby na flakerze obserwowane przez jak największą ilość osób.
Sam znajduję się na tej liście na 13 pozycji, będąc obserwowanym przez 19 osób… Czy czuję się sławny – a właściwie mikrosławny? W żadnym wypadku! Ta lista właśnie, i moja na niej obecność, skłoniła mnie do napisania tego postu. Czego się czepiam? Przecież ja w żaden sposób nie jestem mikrosławny czy mikroznany! To właśnie w tej skali sławy jest pies pogrzebany.
Tego bloga subskrybuje kilkadziesiąt osób (wewnętrzne statystyki Google Readera mówią o 66; Feedburner od pół roku to jakaś porażka), na blipie 70 (z czego niektóre to też martwe dusze) – znalazłem się również na liście osób, których obserwuje najwięcej blipowiczów, byłem chyba 10 osobą w tym zestawieniu (nie potrafię znaleźć źródła tej informacji). Te wszystkie liczby dla początkującego blogera są może znaczne, ale nie w skali, która na swym szczycie uwzględnia media tradycyjne. To one bowiem są odniesieniem. Czy jakieś wydarzenie z polskiej blogosfery odcisnęło się poważniej w „realu”? – pisał rok temu Ols – Czy jakiś mem wyszedł z niej i wkradł się do publicznej świadomości?
Moim zdaniem mikrocelebytami możemy nazywać tylko takie osoby, które swą sławę internetowi zawdzięczając, otarły się o media tradycyjne. Żeby nie rzucać słów na wiatr podam przykłady:
- Cory Kennedy – Jej kariera zaczęła się gdy miała 15 lat, a jej chłopak na swojej stronie internetowej zaczął zamieszczać jej zdjęcia z różnych imprez, koncertów, spotkań. - pisze Banana Blox. I nagle – voila! – narodziła się gwiazda, bo miliony nastolatków stwierdziło, że Cory jest ekstra i ma genialny styl.
- Igor Falecki - genialny polski pięcioletni perkusista – jego kanał na YouTube.
- Marcin Jagodziński – tego pana nie trzeba przedstawiać czytelnikom związanym z webdwazerową blogosferą, ale dla formalności… współtwórca blipa, na którym obserwują go 344 osoby, współtwórca spotkań bootstrap, autor bloga netto, występował w TVN, Wiadomościach TVP i antyweb czasami do niego linkuje ;) …i tak dalej i tak dalej.
Czytając o tych 3 osobach – wiedzieliście od razu o kogo chodzi? Intuicja podpowiada mi, że nie są to osoby wszystkim powszechnie znane (w przeciwieństwie do Dody czy Paris)… No właśnie, a jednak otarły się o tradycyjne media (nie wierzycie to pogooglajcie). Jak więc mała jest sława osób z listy mikrocelebrytów flakera. Bo to nie są mikrocelebryci tylko… nanocelebryci.
Twórcy flakera poszli dobrą (dla serwisu) drogą, chcąc go wypromować zaciekawiali dziennikarzy słowem kluczem i haczykiem w jednym – mikrocelebryci (jedne z dowodów: gazeta.pl technoblog metro przekrój marketing-news). Nie mam im tego za złe, ale po prostu uważam, że to słowo w tej chwili stosowane jest na wyrost. Mnie to tylko razi, inni są jednak bardziej złośliwi [tak, to reklama mojego tumblra].


Marzec 9th, 2008 at 3:47 pm
:) zabawne. a w tym tvn w końcu się nie pojawiłem.
makropozdrowienia
Marzec 11th, 2008 at 11:34 am
Ja osobiście mam pewną niechęć do tego trendu obserwowania się, o czym wspominałem na mym blogu. Ale jak ludzie lubią się w to bawić to czemu nie.
Czy można stać się dzięki temu bardzo popularnym? Pewno nie, ale może komuś tam się uda. Od czasu do czasu przemknie przed naszymi oczyma we właściwym momencie (to jest bardzo ważne) wyjątkowa oryginalność i wszyscy piszą o tym.
A tak na marginesie czytając blogi zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego. Ja odkryłem te statystyki Google Readera – naprawdę nie wiedziałem o tym! ;)
Radek, ale mój Reader mówi, że masz 26 subskrypcji?
Marzec 11th, 2008 at 2:17 pm
Mój GReader nadal upiera się przy 66. Na alternatywnym koncie dodałem feeda i też wyszło 66… Ja bym jednak dużej wagi do tych statystyk nie przykładał. W jakiś sposób GR tak jak i FeedBurner to estymuje, uśrednia i tak różnie to im wychodzi. Z jednej strony szkoda, że nie ma wiarygodnych danych ale z drugiej strony nie muszę się na blogu wykazywać realizacją jakiegoś celu zasięgowego czy innej statystyki więc traktuję te dane na luzie. Chyba, że sprytny GR autorowi feeda podszeptuje bardziej dla niego korzystne dane? ;)
A tak na marginesie to temat wydawał mi się kontrowersyjny a tu cisza w komentarzach…
Marzec 12th, 2008 at 12:45 am
Radek, bynajmniej nie było mym celem poddać w wątpliwość poczytność Twojego bloga. Chciałem po prostu zweryfikować wiarygodność statystyki Google Readera – sam jej nie sfałszowałem, więc nie bylem pewien czy mogę jej zaufać. ;)
Okazuje się, że nie. Masz rację, te wszystkie statystyki i rankingi tzreba brać nieco na luzie.
Ciekawe jednak dlaczego otrzymujemy tak różne informacje? Przecież google reader musi dokładnie wiedzieć ilu ludzi subskrybuje danego bloga.
Marzec 19th, 2008 at 4:12 pm
mikrocelebryckość flakerowiczów jest faktem. to że na flakerze obserwuje ich kilkdziesiąt osób a nie kilkaset nie świadczy o tym, że są słabymi mikrocelebrytami ale o tym, że flaker nie jest jeszcze tak popularny jak będzie :)
ale wpis ciekawy :)
Marzec 21st, 2008 at 11:39 am
Z tą mikrocelebryckością to chyba nie tak. Nie chodzi o to, że masz być sławny gdzieś w całym świecie – chodzi o to, że wśród swoich czytelników, w pewnej grupie ludzi jesteś znany. Jeśli wychodzisz z sieci do mediów tradycyjnych, to to już nie jest mikrosława :)
Wśród Twoich czytelników bloga jesteś znany – gdybyś przestał go prowadzić, ktoś by to zauważył, ktoś to skomentował. Nie są to Twoi przyjeciele, ale właśnie w jakiś sposób fani. Więc jesteś sławny, w małym kręgu osób :)
Marzec 22nd, 2008 at 2:21 pm
@ Kuba Filipowski – imho są słabymi mikrocelebrytami, ale życzę gorąco aby wraz z ogromnym sukcesem flakera zyskali prawdziwą mikrocelebryckość :)
@ nrafał – Tak jak pisałem – tu chodzi o skalę – ja uważam, że nie należy rozdmuchiwać sławy mikrocelebrytów bo jest ona niewielka. Dopiero zaistnienie choć na chwilę w mediach tradycyjnych daje szczątki krótkotrwałej sławy. Dlatego zaproponowałem termin nanocelelbryta, który lepiej oddaje rozmiar tej sławy. Nie łudzę się jednak, że on się przyjmie bo jest po prostu mało sexi marketingowo. Czy taka sytuacja mnie cieszy czy też smuci? Tak po prostu jest (wzruszam ramionami).