iZbieractwo

czytam i zbieram sobie

Archive for Kwiecień, 2008


Zapasy w kisielu

W czwartek nastąpiła premiera Ubuntu 8.04 Hardy Heron. Informacja o tym dostała się na pierwszą stronę Wykopu i… od razu padł zarzut, że po pierwsze jest to zbyt błaha informacja (co roku są co najmniej dwa kolejne wydania tego systemu operacyjnego) a po drugie, że jest to

Ataku kliki ubuntowskiej na wykop ciag dalszy…

Momencik… Czy to, że jest kolejna odsłona coraz bardziej popularnego systemu operacyjnego łamiącego monopol Windowsa, to nie jest po pierwsze istotna informacja? Powiedzą o tym w głównym wydaniu Faktów lub Wiadomości? Druga kwestia. Czy to ważne, który system z linuxowej rodziny zdobył taką popularność? Ważne jest, że to oprogramowanie wolne, open source, legalne i darmowe oraz stanowi bardzo dobrą alternatywę dla zamkniętego i drogiego Windowsa, więc warto je wspierać w każdej postaci. A tu figa.

Może aby coś się stało popularne, bardziej powszechne, musi być na to pewnego rodzaju moda i owczy pęd? Padło na Ubuntu. Może mogło być gorzej a może mogło być lepiej.

Identycznie ma się sprawa z wojnami wyznawców (inaczej tych fanatyków nie da się określić) przeglądarek – fajerfoxiarze vs operowcy… Po co? Ważne, że używamy dobrej przeglądarki, szanującej standardy sieciowe, bezpiecznej. A czy to będzie Opera czy Firefox…

Tylko to pewnie ja jestem dziwny bo nie zależy mi na zaznaczeniu swojego terytorium, czy na pokazaniu wyższości mojego zdania nad innym gdy nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Jak się jednak okazuje w takich sytuacjach fajnie jest sobie wybrać z puli prawidłowych odpowiedzi jedną. Postawić na nią jak na konia na wyścigach i chełpić się jej wyższością ile się da. Z wyścigami sprawa jednak jest prosta. Któryś koń na pewno przebiegnie metę jako pierwszy. O wyższości Firefoxa nad Operą czy Ubuntu nad Mandrivą nie zadecyduje żadna meta bo takowej po prostu nie ma. Może to jednak ja jestem nudziarzem i ślepcem, bo takie zapasy w kisielu przyciągają uwagę i zainteresowanie tych, którzy w inny sposób o danej rzeczy by się nie dowiedzieli a przez to ją promują?

Nauka przez wielkie LHC

Jedno z grubszych odgałęzień mych zainteresowań to astronomia. Nie odległe galaktyki, czerwone karły i czarne dziury ale bardziej astronautyka i badania Układu Słonecznego. Czasami jednak pewne informacje są tak przytłaczająco gigantyczne, że trzeba zwrócić na nie uwagę. Tak jest w przypadku uruchamianego powoli akceleratora LHC (ang. Large Hadron Collider) – wielkiego zderzacza hadronów. Oto trzewia bestii:


Creative Commons License photo credit: Ethan Hein

Garść imponujących danych:

  1. LHC to akcelerator (czyli przyspieszacz) cząstek elementarnych umieszczony w CERN pod Genewą.
  2. Akcelerator to okrąg o średnicy 8km, długości prawie 27km biegnący w tunelu 100 m pod powierzchnią Francji i Szwajcarii;
  3. Właściwie są to dwie rury, w których utrzymywana jest próżnia mocniejsza niż na stacji orbitalnej.
  4. Rury otacza blisko 9 tys. wielotonowych elektromagnesów, które muszą być schładzane do temperatury ledwie 1,9 st. wyższej od zera absolutnego (które wynosi minus 273,15 st. C), są więc chłodniejsze niż przestrzeń kosmiczna.
  5. Tam, gdzie protony będą się zderzać, stanęły wielopiętrowe detektory w wydrążonych dla nich grotach. Tak wielkich, że w jednej z nich zmieściłaby się nawa katedry Notre Dame.
  6. Owe detektory to nie tylko elektronika i plątanina kabli, ale również elektromagnesy o wadze tysięcy ton. Z użytej do ich budowy stali można by zrobić kopię wieży Eiffla.
  7. Dzięki temu jest to największa maszyną świata (wg wikipedii)

CERN LHC

CERN z lotu ptaka

Po co to wszystko?

(więcej…)

Blog roku 2007*

Creative Commons Licensephoto credit: macinate

Mieliśmy dwa konkursy na blog roku (ziew) i wiele postów podsumowujących wydarzenia 2007 roku. Nie wypowiedziałem się w tej sprawie, więc… Lepiej późno niż wcale… Oświadczam zatem wszem i wobec, że Blogiem Roku 2007 w najważniejszej, głównej, najbardziej szanowanej i cenionej kategorii uznaję… werble… iZbieractwo.pl! No co? To prawda! Dla mnie osobiście był to najważniejszy blog poprzedniego roku :) Nie bez przyczyny.

W styczniu 2008 minął po cichu rok, od kiedy piszę tego bloga. Nie jestem szczególnie przywiązany do tej daty i rocznicy bo pierwsze teksty były pisane ciut wcześniej. Bieżące blogowanie zacząłem w marcu – kwietniu, a pisać o rocznicy, dla samej rocznicy IMO nie ma sensu. Zbierałem się również do zmiany wyglądu bloga, czasu jak na lekarstwo… Tak więc zamierzenia stały sie ciałem kodem i tekstem akurat 15 kwietnia 2008.

(więcej…)

Koniec domenowego horroru?

Blu eyes - The ring
Creative Commons License photo credit: Funky64 (www.lucarossato.com)

Wyobraźmy sobie taką sytuację – mozołem kombinowania i kalkulacji lub genialnym olśnieniem dochodzisz do pomysłu na bardziej lub mniej oryginalny biznes internetowy. Wymyślasz kilka fajnych nazw i… Tu zaczynają się schody. Wszystkie fajne domeny są zajęte! Cóż robić?

Można uciec się do różnego rodzaju sztuczek:

  • domena będzie zaczynać się od magicznego nasza-cośtamcośtam.pl
  • kończyć na er (flaker, miejscer, kolumber)
  • kończyć na eo (grapeo)
  • czy być np. przedmiotem zastawy stołowej (widelec, garnek), itp. itd.

Im bardziej jednak kombinujesz ze swoją nazwą tym większej nabierasz pewność, że netto zje cię razem z butami.

Ech – myślisz sobie – Jak ci angole mają dobrze. Giętki angielski przyjmie nawet nazwy z błędami – np. digg (powinno być dig).

Nadzieja na wiosnę przychodzi z Japonii. Wykorzystując to – o czym pisze Kuba Filipowski – że ogromna część internautów nie pamięta pełnego adresu nawet najprostszych do zapamiętania i często używanych stron, tylko wpisuje je do wyszukiwarki, reklamy w Japonii podają hasło, po którego wpisaniu strona firmy wyskakuje jako pierwsza w wynikach wyszukiwania.

Uff… Wydech… Jesteśmy uratowani.


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)