3 pytania do 3 ojców założycieli
W ostatni piątek Marcin Jagodziński, Kuba Filipowski i Bartek Raciborski rozpoczęli akcję Linkujmy! Ogłosili manifest, zrobili prosty przycisk do wklejenia na bloga oraz dali miejsce na poparcie akcji – wpisanie się na listę. Jedną z bolączek polskiej blogosfery - pisze Marcin – jest brak linków w blogowych wpisach. to właśnie linki są tym, co decyduje o istnieniu blogosfery jako pewnej całości. Bartek Raciborski dodaje, że jest to manifest i apel do blogerów żeby nie zapominali o tym, że ideą powstania HTML i całego WWW w ogóle, był hipertekst – sieć powiązań między stronami. To właśnie odróżnia nas od papieru, że dowolne słowo w naszym tekście może być odnośnikiem do innej strony, która uzupełni i wzbogaci nasze treści.

Popieram gorąco tą akcję. Zgadzam się z argumentami (powyższymi jak i ich rozwinięciem w poszczególnych wpisach na blogach ojców założycieli). Ale… Mam swoje pytania i wątpliwości.
Po pierwsze Marcin Jagodziński o problemie słabego linkowania pisał od dawna. Szczególnie mocno to widać czytając jego blog – skrzący się linkami jak żaden inny polski blog. Ja to dostrzegam, czytając notkę sprawdzam gdzie prowadzi każdy link (wystarczy najechać kursorem na link a na dole w pasku przeglądarki pojawi sie linkowany adres url). W co ciekawsze linki klikam aby sprawdzić co się za nimi kryje. Ale czy robi tak duża część czytelników blogów? Intuicja podpowiada, że jest to mała część blogoczytaczy. A przecież bogato inkrustowana linkami notka, jest niemalże trójwymiarowa! Tyle się za nią kryje źródeł informacji, sensów, znaczeń, smaczków, żartów nawet. Linkowanie we wpisach do innych wpisów samo w sobie może być dobre dla agregatorów blogowych, ale czy korzystają z niego ludzie? Może mała ankieta/sonda na ten temat kultury czytania linków?
Druga sprawa. Co z blogrollami? Toż to również linki! Nie wiem czy nie ważniejsze?… W manifeście linkujmy.org nie ma o nich ani słowa. Blogosfera jako społeczność, to nie tylko linki do notek w innych blogach, czy komentarze, ale również blogrolle. A jak wiemy choćby z badań bloxa – w maju 2007 roku tylko 12 % wszystkich bloxów miało blogrolle – to bardzo mizerny wynik. Moje doświadczenie jest podobne do doświadczeń Mikowhy’ego: Nie ukrywam, że sam zaczynając zwiedzać blogi posiłkowałem się na znalezionych blogrollach. To naprawdę rzecz użyteczna i pomocna. Ja swoją przygodę z blogami zacząłem w czerwcu 2006 od bloga Edwina Bendyka zareklamowanego w magazynie Polityka. Następnie po blogrollowej nitce dotarłem do blogosfery kłębka. Dlaczego więc linkujmy.org nic nie mówi o blogrollach? Zbyt oczywiste? Te 12% mówi chyba samo za siebie.
Dyskryminacja linkowa dotknęła też trackbacki? Przecież i blogroll i trackback to forma linka. Po co się rozdrabniać? – Zapytacie. Bardzo bym chciał, żeby w akcję zostały wciągnięte serwisy blogowe, agregatory i wszystkie blogi, także (zwłaszcza) te nie zajmujące się technologią - pisze Marcin. Skoro akcja skierowana jest (i słusznie) zwłaszcza do nietechnologicznych blogów, to tym bardziej trzeba krzewić wiedzę o bogactwie linkowej flory i fauny.
Podsumowując – akcja szczytna i potrzebna, a problem jak dla blogosfery ważki. Tylko co dalej? W tej chwili 191 osób (w tym kilku żartownisiów i trolli) podpisało się pod manifestem, część wkleiła przycisk i… To koniec? Wiem, ameryki się tu nie odkryje, blogosfery w miesiąc nie zbawi, ale skoro powiedziało się a, to jakie będzie b? Pytam się więc: ojcowie założyciele linkujmy.org – kiedy, jak i gdzie pójdziecie z linkowym kagankiem blogowej oświaty?



Kwiecień 8th, 2008 at 5:36 am
[...] wpis o dodatkowe informacje. I dalej będę linkował. Ale nie mogę zgodzić się z Radkiem, że blogrolle są równie ważne. Sam nie mam blogrolla i raczej mieć nie będę i rzadko zaglądam do blogrolli. Pisałem już o [...]
Kwiecień 8th, 2008 at 10:10 am
Bardzo ciekawe, człowiek się całe życie uczy, świat ten dla mnie mało znany, ale poznam spoko… jako, ze rzucona jestem poza swoje środowisko nawet popytac nie mam kogo…
Dodam tylko, ze aby uzupełniać wiedzę postów, które czytamy, wchodzić do każdego linku, trzeba by całej doby, niestety ten świat wciąga i coś za coś, traci na tym nasze realne życie.
A propos, Radek, a co to są te blogrolle?
Kwiecień 8th, 2008 at 10:28 am
odpowiem w swoim imieniu na pytania:
1. nie wiem. ja tak robię. czasem warto i dla jednej osoby coś zrobić.
2. akcja nie wspomina o blogrollach, bo poświęcona jest linkom we wpisach. nie mam mądrzejszej odpowiedzi. po prostu taki jest nasz cel.
3. wydaje mi się, że już poszliśmy. skoro 190 blogów wkleiło nasz znaczek, to jest to już spory zasięg. rozsełaliśmy informacje do agregatorów i serwisów blogowych. natomiast dość charakterystyczne i przykre jest takie stawianie sprawy, jakby to była “nasza akcja” i my powinniśmy “coś z tym robić”. w momencie gdy podpisałeś się pod naszym manifestem, powinieneś się siebie zapytać, co jeszcze możesz w tej sprawie zrobić, a nie oczekiwać, że ktoś to zrobi za ciebie.
Kwiecień 8th, 2008 at 11:29 am
nie mam już w sumie co pisać bo Marcin napisał. Akcja ma być każdego kto się zgadza, że ma sens.
Kwiecień 8th, 2008 at 11:38 am
@ wildrose661 – Blogroll
Taki jest ból blogowania dla bardziej i mniej zaawansowanych internetowo czytelników. Dla jednych tłumaczy się za dużo, dla innych za mało. Ale wujek google i ciocia wiki to pierwsza linia pomocy przy takich pytaniach.
@ Marcin Jagodzinski
1. Nie czepiam się, że linkowanie dla jednej osoby nie ma sensu. Chodzi mi oto, że wiedza jak ludzie czytają linki na blogach jest ciekawą sama w sobie. Zapytanie się o to i próba odp byłyby dobrym pomysłem na wpis i promocję akcji linkujmy.org
2. Szkoda, że nie uwzględniacie blogrolli, to jest również ważny element gęstnienia sieci blogosfery do czego wzywa i przyczynia się linkujmy.org
3. w momencie gdy podpisałeś się pod naszym manifestem, powinieneś się siebie zapytać, co jeszcze możesz w tej sprawie zrobić, a nie oczekiwać, że ktoś to zrobi za ciebie. Słusznie! Wyznaje delikatną samokrytykę (będę swym słowem i czynem blogowym wspierał akcję). Delikatną, bo skoro odpalacie taką akcję, to mam prawo zadać wam takie pytania. Zebraliście już trochę opinii, pozytywnych i negatywnych. Może czas na małe podsumowanie?
Linkujmy na razie przypomina rakietę odpal i zapomnij. Ludzie dodadzą przyciski, przez jakiś czas będą o tym pamiętać ale przy następnym redesignie bloga wywalą przycisk. Idea jest szczytna więc warto akcję konstruktywnie krytykować aby nie upadła pod warstwami kurzu.
Kwiecień 8th, 2008 at 3:15 pm
samo słowo “linkować” znaczy w końcu łączyć. Większość skojarzy to z dużymi połączeniami blogów na świecie, połączeniami wychodzących i z linków jako źródła, i dodatkowych informacji jak i też blogrolli.
To te właśnie linki scalają blogi w jeden kawał blogosfery.
Po prostu szkoda, że mowa tylko o linkach we wpisach.
Kwiecień 9th, 2008 at 8:40 pm
Bo to ma być taka trochę rakieta odpal i zapomnij. Chodzi o to, żeby głośno coś powiedzieć (to zrobiliśmy), postarać się zwrócić na problem uwagę jak największej ilości osób (to zrobiliśmy), a najlepiej w takiej formie żeby oni powtarzali to dalej (to zrobiliśmy).
Nie wiem co więcej możemy zrobić. Jeśli spodziewasz się, że zostanę dozgonnym orędownikiem i ewangelizatorem tej idei to trochę inaczej rozumiemy tę akcję :). Mam co robić w życiu i miewam wiele różnych myśli – nie mam nawet fizycznej możliwości stać się dozgonnym orędownikiem każdej jednej, którą głośno wypowiem. Nasza trójka jest takim zapalnikiem, dalej akcja toczy się swoim tokiem, dzięki dziesiątkom, czy teraz już nawet setkom osób, które temat podjęły (dziękujemy!).
A jeśli ktoś kto przeczytał o temacie kilka razy na kilku różnych blogach nie weźmie tego do siebie, to dalsze powtarzanie mu tego również nie ma sensu. Na pewno trochę pozytywnego efektu akcja ma – wzrosła świadomość i choć kilka osób więcej przykładada się do linkowania bardziej sumiennie. A że tylko kilka(naście/dziesiąt/set?) a nie wszyscy? Całego świata nie zbawisz. A jeśli chcesz zbawiać cały, to proszę bardzo, ale ja już jestem za stary żeby mnie w to mieszać. ;-)
Kwiecień 9th, 2008 at 9:23 pm
Dobra już sie nie wkurzaj, juz wiem, przecież to proste, ale to nazewnictwo… :)
Kwiecień 13th, 2008 at 9:23 pm
tej chwili 191 osób (w tym kilku żartownisiów i trolli) podpisało się pod manifestem
A jeśli ja podpiszę się pod manifestem (czego nie wykluczam), to kim będę? Świadomym blogerem, żartownisiem czy trollem? Jak to odróżnić? Po czym poznać? Tak mnie ciekawi, jakie podstawy ma ta klasyfikacja.
Kwiecień 15th, 2008 at 8:10 am
Akcja warta poparcia, ale jestem ciekawa, ile osób wpisałoby się na listę, gdyby na stronie akcji po wypełnieniu formularza nie pojawiał się link do ich blogu.
To że się pojawia jest absolutnie logiczne i zgodne z ideą. Tyle, że w efekcie, poza osobami, które z zasady linkują na swoich blogach do akcji włączyli się także Ci, którzy stronę linkujemy.org potraktowali, jak swoiste narzędzie pozycjonujące.
Z ciekawości odwiedziłam niektóre strony ludzi popierających akcję. Jest tam sporo intrygujących kwiatków.
Blog w którymś ze skandynawskich języków (dla mnie nieidentyfikowalnym), nie posiada we wpisach żadnych linków i generalnie nie ma na nim żadnych linków wychodzących. Tajny blog – z dostępem na hasło i publiczną wyłącznie stroną startową okraszoną mottem. Spam-katalogi, na których nawet nie raczono umieścić buttonu akcji. Blogi z linkami dla linków. This page is under construction; madziuleńka jest zajefajna, choć buttonu nie umiesciła; erotyczne forum, którego jeszcze nie ma i.t.p. i.t.d.
Dodatkowo część ochoczo popierających akcję blogerów jakoś zapomniała umieścić u siebie obrazek.
Oczywiście rozumiem, że autorzy chcieli “odpalić rakietę” i to im się niewątpliwie udało. Tyle, że tor lotu warto choć trochę kontrolować – wymiatając od czasu, do czasu spamerów z listy.
Kwiecień 27th, 2008 at 6:31 pm
Oczywiście, że istotą Webu są linki. Im ci więcej tym lepiej. Na moim blogu staram się ich zamieszczać sporo. Jednak statystyczna analiza zachowania moich czytelników pokazuje, że raczej rzadko korzystają z tych linków. Ciekawe dlaczego? Może ta podglądarka linków (snap shots), którą oferuję na mym blogu jest dla większości wystarczającą informacją o zlinkowanej stronie?
Kwiecień 27th, 2008 at 10:22 pm
@ Krzysztof – Moim zdaniem Snap shots nie ma tu znaczenia. Po prostu ludzie nie patrzą co się za linkami kryje. Dlaczego? Może nie mają czasu, może ich to aż tak nie interesuje (klikają tylko jak coś bardzo ich zaciekawi) a może w końcu nie mają wiedzy(?), odpowiedniej kultury czytania hipertekstu?
Nie wiedzą, że tekst nie jest płaski, że link jest integralną częścią tekstu w internecie. Tym on się różni od zwykłego, drukowanego, że jest hipertekstem. To istota sieci.
Maj 29th, 2008 at 8:17 pm
Genialnie prosty pomysł na promocję Firefoksa 3…
Wielkimi krokami zbliża się premiera Firefoksa 3. Wszyscy zainteresowani dobrze o tym wiedzą i prędzej czy później ściągną najnowszą wersję przeglądarki. Jak jednak dotrzeć do tych średnio zainteresowanych, szarych użytkowników liska w…