Jedno z grubszych odgałęzień mych zainteresowań to astronomia. Nie odległe galaktyki, czerwone karły i czarne dziury ale bardziej astronautyka i badania Układu Słonecznego. Czasami jednak pewne informacje są tak przytłaczająco gigantyczne, że trzeba zwrócić na nie uwagę. Tak jest w przypadku uruchamianego powoli akceleratora LHC (ang. Large Hadron Collider) – wielkiego zderzacza hadronów. Oto trzewia bestii:

photo credit: Ethan Hein
Garść imponujących danych:
- LHC to akcelerator (czyli przyspieszacz) cząstek elementarnych umieszczony w CERN pod Genewą.
- Akcelerator to okrąg o średnicy 8km, długości prawie 27km biegnący w tunelu 100 m pod powierzchnią Francji i Szwajcarii;
- Właściwie są to dwie rury, w których utrzymywana jest próżnia mocniejsza niż na stacji orbitalnej.
- Rury otacza blisko 9 tys. wielotonowych elektromagnesów, które muszą być schładzane do temperatury ledwie 1,9 st. wyższej od zera absolutnego (które wynosi minus 273,15 st. C), są więc chłodniejsze niż przestrzeń kosmiczna.
- Tam, gdzie protony będą się zderzać, stanęły wielopiętrowe detektory w wydrążonych dla nich grotach. Tak wielkich, że w jednej z nich zmieściłaby się nawa katedry Notre Dame.
- Owe detektory to nie tylko elektronika i plątanina kabli, ale również elektromagnesy o wadze tysięcy ton. Z użytej do ich budowy stali można by zrobić kopię wieży Eiffla.
- Dzięki temu jest to największa maszyną świata (wg wikipedii)
CERN z lotu ptaka
Po co to wszystko?
O tym przeczytajcie w dwóch znakomitych artykułach Piotra Cieślińskiego:
Tu narodzą się czarne dziury i boskie cząstki
Wieża Babel fizyki
Lub obejrzyjcie ten trzyminutowy filmik:
LHC to gigantyczna maszyna i… Twórca gigantycznych ilości danych. Jak je okiełznać? Pisze o tym Piotr Cieśliński:
Choć w pamięci komputerów ma być zapisywany przebieg tylko najbardziej obiecujących ze zderzeń, to ilość danych będzie przyrastać w tempie lawinowym. Gdyby zapisywać je na dyskach CD, w ciągu roku zebrałyby się w stos o wysokości ponad 1,5 km.
Dlatego na potrzeby eksperymentu połączono bardzo przepustowymi łączami kilkadziesiąt tysięcy komputerów z setek uczelni oraz ośrodków obliczeniowych. Tworzą jeden wielki superkomputer. Ten układ zwany gridem nie ma sobie równych na świecie. Centralny mózg gridu skieruje dane tam, gdzie dostępna będzie pamięć, a obliczenia do procesora, który akurat będzie miał wolne moce, choćby ten znajdował się nawet za oceanem.
Dzięki temu możliwość analizowania danych z LHC uzyska armia ponad siedmiu tysięcy fizyków z 80 krajów świata, tj. ponad połowa wszystkich naukowców na świecie zajmujących się cząstkami elementarnymi. Wśród nich ponad 300 polskich badaczy z dziewięciu uczelni i instytutów Katowic, Kielc, Krakowa, Warszawy i Wrocławia.
Tylko nieliczni pamiętają, że to właśnie CERN jest kolebką World Wide Web – stron WWW (które obecnie są niemal utożsamiane z internetem a przecież to tylko jedna z jego manifestacji). Pracujący tu Tim Berners-Lee stworzył język HTML aby naukowcy mogli łatwo przenosić się między tysiącami stron dokumentów – potrzebowali hipertekstowych odnośników.
Dziś CERN i LHC to laboratorium dla gigantycznego gridu… Szykuje się kolejny skok dla ludzkości? Cynicznie rzecz ujmując, w całe przedsięwzięcie zaangażowano tak potężne środki, współpracuje przy nim tak wielka ilość naukowców, do tego rozwija się nie tylko wiedza z zakresu najbardziej fundamentalnych praw przyrody ale również technologi komputerowych, więc… Coś musi z tego wyjść. Czy odkrycia podstawowe w fizyce czy technologie komputerowe, wszystko przyjmiemy z wdzięcznością.
Fascynująca sprawa. Jej skalę możemy wyobrażać sobie tylko przez takie obrazowe (i w sumie infantylne) porównania do ilości stali jak w wieży Eiffla czy początków WWW. Jak zwykły człowiek może to ogarnąć? No właśnie chyba tylko w taki szalenie ogólny i prosty sposób pisząc np. taką notkę.
Ilekroć spotykam się z takimi cudami nauki odnoszę wrażenie, jak wielka część informacyjnego smogu, który codziennie wchłaniamy, to nic nie warte mielenie tych samych odpadków. Moda, polityka, sport, kultura, web 2.0, ble ble, bla bla. Tylko nauka (science) daje kontakt z czymś autentycznie nowym, z czymś absolutnie fascynującym. To nie manifest wzywający ludzi do szturmowania uczelni technicznych, a jedynie wyznanie fascynacji.





> Po co to wszystko?
Złośliwy mógłby powiedzieć, że po to, by Dan Brown miał gdzie umieścić część akcji Aniołów i Demonów ;)
A poważnie mówiąc, to urządzenie, wiedza dzięki niemu zdobywana, mnogość jej zastosowań, wszystko to robi wrażenie nawet na kimś, kto techniką na co dzień raczej się nie zajmuje. Podobnie jak pojawiająca się ciekawość, ile jeszcze można się dowiedzieć dzięki urządzeniom takim jak to.
Czytałem tylko Kod Leonarda da Vinci ;)
Cieszy mnie to, że robi to na Tobie wrażenie – tak powinno być :)
To rzeczywiscie imponujace. Niewyobrazalna skala przedsiewziecia, nie tylko w sensie naukowym i technicznym, ale rowniez w sensie organizacyjnym. Cos nowego musi sie z tego wylonic!
A co do tego mielenia tych samych odpadow, jak piszesz, to uwazam, ze to ma tez sens. To przyrost kontaktow i polaczen miedzyludzkich, a jak wiemy z samej ich ilosci w pewnym momencie pojawia sie nowa jakosc. A wiec mielmy dalej.
Jeden z moich kolegow jest wprawdzie zdania, ze zbyt duzo ludzio mowi na tematy o ktorych nie maja w ogole pojecia, albo li tylko mgliste. On chcialby pozbawic ich glosu. Jak jednak ustalic kto ma prawo na dany temat zabierac glos? Jakas rada medrcow? Ale i oni czesto maja bardzo odmienne opinie na dany temat. Sadze wiec, ze demokratyczne prawo wyrazania swych mysli i opini to najlepsze rozwiazanie. Jezeli ktos mowi bzdury to inni to ocienia i tacy ludzie predzej czy pozniej znajda sie w izolacji.
Radek, Mam nadzieję, że wiesz też jak szalenie niebezpieczny jest ten eksperyment. Jak się uda, to może i ziemia zniknie. ;)))
Tutaj kilka słów na ten temat:
http://philipball.blogspot.com/2008/05/when-worlds-collide-this-is-pre-edited.html
W sumie potrzebne jest to po to, by odpowiedziec na kilka nurtujacych nas pytań :D:D
Wspaniale, że są ludzie, którzy się tak bardzo fascynują nauką. Ja jestem jednym z nich. I zgadzam się co do tego, że strasznie dużo nic nie fascynujących bzdur zapodają nam codziennie media…