iZbieractwo

czytam i zbieram sobie

Archive for Sierpień, 2008


Blog Day 2008

Blog Day 2008

Jeśli dziś mamy 31.08. (które to przy odrobinie wyobraźni i odpowiedniej czcionce układają się w słowo blog) to znak, że dziś jest Blog Day. Dzień bloga świętujemy polecając inne blogi. Rok temu włączyłem się do akcji. Potem niezobowiązująco jeszcze raz i drugi polecałem ciekawe i dobre blogi. Ciągle jednak powstają nowe blogi, lub stare pięknie dojrzewają, więc o wypolecaniu się i braku pomysłów na kolejne polecanki nie może być mowy.

seo.blox.pl – Maciek Woźniak pisze o SEO (optymalizowaniu stron pod wyszukiwarki, czyt. Google), SEM (marketingu, reklamie ) i okolicach. Jest to zdecydowanie slow blogging, ale warto czekać na ciekawe obserwacje związane z seoszaleństwem.

WPNinja - od kiedy ^fanatyk stał się bardziej uniwersalnym Webfanem, zaniedbał pisanie o najlepszej na świecie platformie blogowej – WordPress.org WP Ninja znakomicie uzupełnia ten brak, pisząc często i ciekawie.

Real Tester – Przypadki testera oprogramowania. Czasem hermetyczne, czasem swojska Dilbertoza.

Bronikowski.com – wspaniały blog, którego genialność czerpana jest z osobowości autora i wytrawnego języka. Zapewne byłby równie ciekawy, gdyby był o przysłowiowej dupie maryni, ale na szczęście jest to zbieractwo różnych geeczych tematów (net, komp & rock’n'roll).

A teraz coś z zupełnie innej beczki: Segritta – tego bloga nie da się opisać jednym gładkim akapitem, za stary i za bardzo jary to blog. Po prostu kliknij i przekonaj się sam czy podoba ci się blog na rurzowo.

Podsumowując: imho wyszedł bardzo różnorodny zestaw blogów, tylko najwięksi power userzy blogosfery mogą znać je wszystkie. Do tego są pisane przez bardzo rożne osoby, na odmienne tematy i sposoby. Dwoje z wymienionych blogerów mam przyjemność znać z reala. Krótko mówiąc, wyszedł niezły kurczak blog w 5 pięciu smakach.

Creative Commons License photo credit: kk+

Internety, przyczynek do historii

Czyli oczywiste oczywistości, jak mawia klasyk, na temat Internetu.

Rocznica istnienia polskiego internetu

Ponad tydzień temu obchodziliśmy skromnie i po cichu okrągłą (dwudziestą) lub mniej okrągłą (siedemnastą) rocznicę istnienia polskiego Internetu. Oczywistość pierwsza jest taka, że granicę początku Internetu w Polsce trudno wyznaczyć. Sieci komputerowe istniały od dawna, dopiero jednak uzyskanie w 1988 roku połączenia tych lokalnych sieci ze światem dało nam namiastkę Internetu. Nie był to Internet pełną gębą, dopóki nie zastosowaliśmy protokołu TCP/IP, a stało to się dokładnie 3 lata później, 17 sierpnia 1991 roku. Historycznym pionierem był Rafał Pietrak z Instytutu Fizyki UW. Popełniłem zresztą z tej okazji artykuł. Nie da się opisać tego krótko, zwięźle i w satysfakcjonującej każdego formie, ale z okazji takiej rocznicy każdy chętnie wspomni swoje początki z siecią.

Wspomnienia

Kiedyś ktoś niezłą książkę napisze zbierając je w jednym tomie. Takie jak te, które scout umieścił na wykopie:

Pamiętam jak w 1998 r. surfowałem na internecie z biblioteki im. Norwida… Przeglądarka miała w prawym górnym logu ekrany literkę N (Netcape Navigator). Myślałem wtedy, że to firmowa przeglądarka „Norwid” :)

Moje początki korzystania z internetu sięgają tylko 2000 roku, zaczynałem od Internet Explorera i modemu. Trochę żałuję, że nie znam sieci z bardziej pionierskich lat, ale odbijam to sobie będąc teraz non stop online ;)

Różne internety

To jak internet wygląda dziś, zależy od tego jak z niego wszyscy korzystamy, nie tylko od sprzętu i szybkości łącza. Spotkałem się z opinią, że gdyby nie radioparty, to nie byłoby co robić w internecie. Ok, to było zdanie licealisty, ale znam też studentkę (i jestem pewien, że inteligentną), której w internecie wystarcza pudelek, nasza klasa i gadu gadu. Czy to dobrze? Czy to źle? Najprostsza odpowiedź jest taka, że tak po prostu jest. Jeśli natomiast masz to szczęście/pecha prowadzić jakiś serwis internetowy to trzeba przemyśleć co i dla kogo się robi. Proste i banalne w sumie, trudniejsze do wykonania.

W historii polskiego internetu na pewno zapisała się również wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, o jego wizji internetu i internautów. (więcej…)

Jaki ten świat mały

Każdego dnia „internet wita” mnie Astronomicznym Zdjęciem Dnia. Codziennie dodawane jest jedno nowe zdjęcie – galaktyki, mgławicy, planety, wieczornego nieba, wahadłowca czy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Któregoś pięknego poranka znalazłem tam ten film:


Where the Hell is Matt? (2008) from Matthew Harding on Vimeo.

Świat jest mały. Zapewne nie jeden raz wypowiadaliście te słowa kiedy spotykacie przypadkiem znajomego znajomego, który jest waszym znajomym. Szczególnie gdy koleje tej znajomości prowadziły przez wiele kilometrów w przestrzeni. Świat jest mały, jak pisałem w grudniu, dzięki Schengen. Jednocześnie świat jest duży, jak pisałem rok temu w maju, z odpowiedniej perspektywy.

Szczególnie żałuję, że nie było mnie w dokładnie w tej minucie filmu: 02:00, w tym miejscu: Warszawa, Polska. Chciałbym również pojawić się tu: 03:53 Stan nieważkości w samolocie lecącym po specjalnej paraboli.

Argumenty za tym, że świat jest mały dostaliśmy wraz z wynikami badania użytkowników komunikatora Microsoft Messenger, potwierdziły one klasyczne badania autorstwa Stanleya Miligrama, że od dowolnego człowieka na ziemi dzieli nas (średnio) sześciu znajomych (dokładnie 6,6).

Sześć stopni oddalenia

Sześć stopni oddalenia

Co to oznacza w praktyce? To o czym pisze Marta Klimowicz:

Bez względu na to, kim jesteśmy i gdzie mieszkamy, kontaktując się jedynie z sześcioma-siedmioma osobami, jesteśmy w stanie dotrzeć do George’a Busha Jr., Salmana Rushdie czy Natalie Portman.

Miła perspektywa, nieprawdaż?

Slow Blog Manifesto

Manifesto! Live @ Waldemar Henrique
Creative Commons License photo credit: Breno Peck

Od półtora miesiąca nie pojawił tu się żaden wpis. To źle? Nie, bo kieruje się filozofią slow blogging, choć o tym jeszcze do niedawna nie wiedziałem.

Michał Piotr Pręgowski przypomniał na techNOblogu o istnieniu Slow Blog Manifesto:

SBM to ciągle mało znana inicjatywa odrzucająca natychmiastowość, „afirmująca fakt, iż nie wszystkie informacje godne przekazania są formułowane szybko”, uznająca, że „wiele myśli najlepiej smakuje, kiedy dojrzeją”. Mówić należy nie wtedy, gdy sytuacja pozwala i gdy coś, cokolwiek się wydarzy – mówić należy wtedy, gdy to, co ma się do powiedzenia, może naprawdę coś znaczyć.

Każdy z nas obserwuje tą biegunkę newsów. Krzykliwych, dramatycznych i „podkręcanych” tytułów, które żebrzą o kliknięcie. Osobiście zdecydowanie wolę te blogi, które piszą rzadziej (nawet raz w miesiącu) a lepiej. Tworzą własny unikalny kontent. Choć rację bytu mają również blogi newsowe, takie też czytuję, i takie maja chyba największą szanse na pieniądze z reklam i dziesiątki czy setki tysięcy unikalnych użytkowników. Dlatego też, znawcy dziennikarstwa mówią iż…

Im szybciej dany temat ujrzy światło dzienne, tym większa szansa, że będzie wśród zwycięzców codziennego konkursu o uwagę czytelnika. Dziennikarz musi więc pisać, pisać, pisać – albo: siać, siać, siać, jak powiedziałby pewien duchowny. – pisze dalej Michał P. Pręgowski (…) W wielu sieciowych poradnikach znajdziemy wskazówkę, aby pisać dużo i często. To znaczy tak, aby nie dać czytelnikom o sobie zapomnieć. Aktualizować ich mózgi nowymi update’ami tak często, jak tylko się da. (więcej…)


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)