Slow Blog Manifesto

photo credit: Breno Peck
Od półtora miesiąca nie pojawił tu się żaden wpis. To źle? Nie, bo kieruje się filozofią slow blogging, choć o tym jeszcze do niedawna nie wiedziałem.
Michał Piotr Pręgowski przypomniał na techNOblogu o istnieniu Slow Blog Manifesto:
SBM to ciągle mało znana inicjatywa odrzucająca natychmiastowość, „afirmująca fakt, iż nie wszystkie informacje godne przekazania są formułowane szybko”, uznająca, że „wiele myśli najlepiej smakuje, kiedy dojrzeją”. Mówić należy nie wtedy, gdy sytuacja pozwala i gdy coś, cokolwiek się wydarzy – mówić należy wtedy, gdy to, co ma się do powiedzenia, może naprawdę coś znaczyć.
Każdy z nas obserwuje tą biegunkę newsów. Krzykliwych, dramatycznych i „podkręcanych” tytułów, które żebrzą o kliknięcie. Osobiście zdecydowanie wolę te blogi, które piszą rzadziej (nawet raz w miesiącu) a lepiej. Tworzą własny unikalny kontent. Choć rację bytu mają również blogi newsowe, takie też czytuję, i takie maja chyba największą szanse na pieniądze z reklam i dziesiątki czy setki tysięcy unikalnych użytkowników. Dlatego też, znawcy dziennikarstwa mówią iż…
Im szybciej dany temat ujrzy światło dzienne, tym większa szansa, że będzie wśród zwycięzców codziennego konkursu o uwagę czytelnika. Dziennikarz musi więc pisać, pisać, pisać – albo: siać, siać, siać, jak powiedziałby pewien duchowny. – pisze dalej Michał P. Pręgowski (…) W wielu sieciowych poradnikach znajdziemy wskazówkę, aby pisać dużo i często. To znaczy tak, aby nie dać czytelnikom o sobie zapomnieć. Aktualizować ich mózgi nowymi update’ami tak często, jak tylko się da.
Slow Blog Manifesto nie spotkał się chyba z wielkim odzewem… i się temu raczej nie dziwię. Opublikowany we wrześniu 2006 roku, a dowiaduję się o nim dopiero teraz. Łakniemy rewolucji, chcemy czytać o wielkich wydarzeniach. Stąd wielkie peany nad rewolucją web 2.0 czy blogami, choć pewności nie ma czy jest/było to coś na miano rewolucji zasługującego. Jak wiec w takim medialnym systemie ma się przebić inicjatywa tak mało… spektakularna?
Slow blogging wypadałoby połączyć jeszcze z wyzwoleniem od dwóch innych utrapień blogowania newsowego – od krzykliwych, przesadzonych tytułów i pisania pod słowa kluczowe (słowo kluczowe w tytule, słowo kluczowe w śródtytule, wielokrotnie powtórzone słowo kluczowe w treści). Manifest Normalnych Tytułów oraz Manifest Giętkiego i Swobodnego Języka (aby zapobiec homogenizacji postów pisanych pod słowa kluczowe)? Deklarowanie takich manifestów to już karykatura oryginalnej idei, ale przyznacie, ze jest coś na rzeczy. Oczywiście na taki czyn nie mogą sobie pozwolić blogi i blogoserwisy, które konkurują o ruch z wyszukiwarek. Ale przestrzeń blogosfery jest tak bezkresna i tak różnorodna, że zawsze znajdą się szaleńczy a charyzmatyczni indywidualiści.
W znanej mi blogosferze najjaskrawszym przykładem sprzeciwiania się tym newsowo dziennikarskim zasadom jest blog netto. Tytuły są od czapy. Śródtytułów, nagłówków nie ma. Posty pojawiają się kiedy autor ma czas lub jest godny posta temat. Mimo łamania reguł wydajnego blogowania, netto.blox.pl jest jednym z najlepszych blogów o tematyce internetowej. Znacie inne dobre przykłady?
Oczywiście miejsce w blogosferze jest nieograniczone dla różnych sposobów pisania blogów, by wymienić te najpopularniejsze lub te najbardziej skrajne: blogowanie newsowe, kiedy blog staje się właściwie serwisem informacyjnym, slow blogging, internetowy pamiętnik, miniblogi (tumblr itp.), fotoblogi, wideoblogi, mikroblogi (blip) czy też lifestreamingowe agregatory naszej aktywności w sieci. Po tej krótkiej a nie pełnej przecież liście widać już, że blogowy ekosystem pełen jest różnego rodzaju fauny i flory, która nadal jeszcze ewoluuje. Dlatego moim zdaniem bezzasadne są lęki o to, że blogi w klasycznej formie wyginą. Miejsce jest nieograniczone. Jeszcze parę lat temu serwisy internetowe umożliwiały prowadzenie tylko kilku rodzajów blogów. Teraz mamy większy wybór. To dobrze, ale nie oznacza to śmierci klasycznego blogowania. Wielu nie będzie bowiem smakowała lifestreamingowa mielonka, więc nadal będą w pocie czoła hodować (produkować) pyszny kontencik – soczystą szyneczkę. Smacznego.


Sierpień 11th, 2008 at 1:23 pm
Co do ostatniego akapitu, gdzie wymieniasz sposoby blogowania, nie pasuje mi tam „slow blogging”.
Bo można zastosować do całej reszty. To co wymieniłeś wg mnie lepiej nazwać to typami blogów, zaś ‘slow blogging’ by należał do metodyki.
Sierpień 11th, 2008 at 2:49 pm
Pręgowski w swoim artykule zrezygnował z tłumaczenia „slow blogging”, tłumacząc się, że nie przeszło mu przez palce sformułowanie „powolne blogowanie”. A mógł przecież (tak jak Lan) przetłumaczyć je jako „wolne blogowanie” (wolne jako przeciwieństwo szybkiego i wolne od pisania pod słowa kluczowe). Manifest Giętkiego i Swobodnego Języka okazuje się być potrzebny :)
Sierpień 11th, 2008 at 3:23 pm
Wolne blogowanie…
“Slow Blog Manifesto” to manifest opublikowany w 2006 roku, manifestujący “wolne blogowanie”. Chodzi o częstotliwość wpisów na blogach, manifest zaleca zwolnienie w tym kierunku aby pozwolić materiałom dojrzeć. Przekonuj…
Sierpień 11th, 2008 at 3:46 pm
@ Lan – tak samo jak nie pasuje do rodzajów blogów – internetowy pamiętnik, bo to nie rodzaj a tematyka blogowania go różni. Ten zabieg jest jednak celowy, nie chciałem się bawić w szczegółowe klasyfikacje i ten skrawek tematu zarysowałem grubą kreską.
@ Adam – jeśli miałbym określić blogowanie wolne od pośpiechu i dyktatu pisania pod wyszukiwarki to nazwałbym je swobodnym blogowaniem. Jak widać każdy ma na to inny pomysł, nie głupie jest więc zostawienie pojęcia w oryginalnym brzmieniu aby było wiadomo o co chodzi. A mój post chyba nie pretendował do wymyślenia szerszego pojęcia i do jego popularyzacji. Choć może powinien?