
photo credit: canonsnapper
Oto nastał rok 2009 i z okazji zmiany jednej cyferki w kalendarzach każdy może zrobić sobie podsumowanie tego, co zamknęliśmy tagiem </2008> w sprawach prywatnych, służbowych czy choćby internetowych.
Zapewne wiele jest rzeczy które w minionym roku wspominać by można. Związanych z tym blogiem i nie. Skoro jednak iZbieractwo jest niesystematyczne, a autor jawnie i z radością uprawia slowbloging, to otworzę nowy rok, a zakończę stary, powrotem do listopadowych dyskusji o stanie blogosfery. I nie będzie to żadne blogowe faux pas.
Śmierć blogosfery?
Dyskusję wywołał Nick Carr – niecny harcownik na miarę Palikota. Blogosfera umiera, blogi przekształcają się w profesjonalne tematyczne wortale, które mają na siebie zarabiać. Spontaniczność umarła, zaczął się biznes.
blogosfera nie zginie, póki my piszemy. z akcentem na „my”, nie na „piszemy”. dopóki na podstawie notek będzie można poznawać świat oczami piszącego, blogi będą blogami. nawet jeśli reklamodawcy nie będą chcieli się ogłaszać, blogerzy nie będą dostawać propozycji pracy w redakcjach dzięki blogom, a sam temat blogów przestanie być „hot” w mass mediach. – trzeźwo zauważa netto.
Idea pamiętnika ma się poprzez dzieje bardzo dobrze, a internet do tego typu publikacji jest niemal stworzony ze swymi przepastnymi łamami i prostotą publikacji treści. Blogi – osobiste pamiętniki nie zginą więc. Subiektywnie można patrzeć nie tylko na własne prywatne sprawy, ale również na jakiś konkretny temat. Dlatego „dopóki na podstawie notek będzie można poznawać świat oczami piszącego, blogi będą blogami”.
Blogi nie zginą puki my żujemy. Blogerzy bowiem, to przeżuwacze idei (gdy np. piszemy bloga tematycznego) lub własnych emocji (gdy piszemy internetowy dziennik). A takiej papki informacyjno-emocjonalnej nigdy nie zabraknie. Do tego współczesna kultura co i rusz zachęca „bądź sobą, wyraź się”. Takie spełnienie i satysfakcja kosztują. Wysiłek w prowadzenie bloga.
Największy wróg blogosfery
Największym wrogiem blogosfery jest brak czasu autorów. Odnoszę wrażenie, że ogromna większość nieaktywnych blogów dryfuje w internecie przez to, że inne zajęcia okazały się ciekawsze, łatwiejsze (bo pisanie bloga wymaga choć minimalnego wysiłku, nie jest bierne) lub ważniejsze dla prowadzących blogi autorów. Ja nie jestem tu wyjątkiem, zamilkłem na 2 miesiące nawet mimo tego, że nie wydarzyło się nic wyjątkowo pochłaniającego czas. Ale staram się aby w swoim bio nie musieć pisać jak Ols – „Nie ma czasu na pisanie bloga ols.blox.pl”.
Żujmy, piszmy, komentujmy. Smacznego!
Podobne wpisy o śmierci blogosfery:
