Moje blogowanie ma pewien paradoks: Im rzadziej piszę, tym częściej chciałbym pisać o blogowaniu. W skrajnym przypadku pisałbym więc bardzo rzadko i tylko o blogowaniu…
Objawy tej choroby widać już u Kamila Nicieji, który poświęca 3/4 notki na dywagacje o swym blogowaniu, i tylko na końcu, niby mimochodem, wspomina dlaczego ten wpis powstał. Też mam czasami takie zapędy, ale przynajmniej ja się leczę… Jeśli już, to piszę całą notkę tylko o tym ;) Widać to w chmurce tagów: blogowanie jest wyraźnie rozdęte. Ale ja z tym kończę.
A wy? Macie podobne objawy chorobowe? A może gnębią was inne paradoksy?
U mnie też tak bywało, szczególnie po dłuższej przerwie, a podszyte było lekkimi wyrzutami sumienia;-)
Pozdrawiam:)
@ jmonika – wyrzutami sumienia wobec czytelników czy względem siebie? :)
Obie odpowiedzi prawidłowe;-)
Jestem sobie gdzieś i mam w głowie ogólny zarys nowego wpisu. Przychodzę do domu i nie wiem co napisać :)
Trzeba chodzić jak poeci: z notesikiem i ołówkiem za pazuchą;-)
Ja tematów mam zawsze sporo. Tylko czasu mało i zacięcia do tego aby te tematy doprowadzić do takiej formy, w której mogę je opublikować.
Miewam czasem tak jak Oskar – pomysł przychodzi do głowy znienacka, a kiedy siadam przy komputerze, pojęcia nie mam o co chodziło. Aby nie zapomnieć, do notowania zdarza mi się używać smsów… Sęk w tym, iż później zapominam, że coś w nich notowałem :] A czasem mam tak, że o czymś chcę napisać, ale nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. I wpis wychodzi nijaki, bo pół notki to jakieś próby wyjaśnienia o co mi chodziło kiedy decydowałem się na jej napisanie :)