Szczerze mówiąc to nie mam pierwszego ekranu, ale… Zacznijmy od początku i trzęsienia ziemi jak w pierwszej scenie filmu Hitchcocka: kupiłem iPhone’a.
Czym jest iPhone? Komórką? Komórką z bajerami? Smartfonem? Wydaje się, że to ostatnie określenie pasuje najlepiej, ale zważywszy na to, że każda Nokia z Symbianem jest smartfonem to… iPhone nie pasuje do dużej części tego towarzystwa. Przede wszystkim z jednego powodu: iPhone sprowadził pod strzechy, prorokowany przez marketerów od kilku lat, internet mobilny. Po prostu w iPhonie nacisk między dzwonieniem a internetem rozłożony jest troszkę inaczej niż w innych komórkach. Gwoli ścisłości, nie doszedłem do tych wniosków sam, lecz podsunął mi je Michał Młynarczyk piszący o tym skrawku świata, do którego mamy dostęp kciukiem.
Trzeci ekran
Michał odkurzył również pojęcie trzeciego ekranu:
Pojęcie third screen (trzeci ekran) funkcjonuje od dobrych 10 lat, tylko jakoś nie może się przebić. Może dlatego, że dotąd opisywało nie realnie istniejące urządzenia, ale mgliste wizje na ich temat. O co chodzi z tym trzecim ekranem? To proste. Pierwszym jest telewizor, a drugim monitor komputera. I właśnie gdzieś pomiędzy nie wciska się coraz śmielej coś, co ciągle – z przyzwyczajenia – nazywamy telefonem. Urządzenie mobilne, które pozwala na łatwy dostęp do bardzo wielu, różnych treści. WWW, email, wideo, etc. To właśnie trzeci ekran.
Drugi Eeekran
Tylko że ja nie mam pierwszego ekranu… Mam za to dwa drugie ekrany. „Normalny” 15,4 cala i… 8.9 cala w Eee Pc 901. To się liczy jako pierwszy i drugi? Oj chyba nie. Ciekawe, że Eee PC będąc w tej klasyfikacji ekranem drugim kosztuje porównywalną kwotę co ekran trzeci. Może więc porównanie tych dwóch urządzeń jest bardziej sensowne? Tak się składa, że mam oba i w prywatnym rankingu iPhone wysuwa się na prowadzenie. Wszystko zależy od potrzeb i trybu życia. Gdybym więcej podróżował z miasta do miasta pociągiem lub latał samolotami czy też chodził na wykłady i robił w ten sposób notatki to Eee PC byłby do takich zadań idealny. Normalnie w domu wygodniej jest korzystać z laptopa 15 cali. iPhone’a za to wystarczy włożyć do kieszeni. Nie trzeba go targać w plecaku. A kiedy ma się internet i w domu i pracy to konieczność/chęć/potrzeba korzystania z sieci via netbook i modem 3G bardzo maleje. Wystarczy iPhone i do 200MB transferu danych w pakiecie.
Jeśli nie iPhone to co?
Dlaczego kupiłem iPhone’a? Żaden ze mnie fanboy. Ani iPhone’a ani tym bardziej Apple’a. Gdybym nim był kupiłbym sobie ten gadżet jeszcze przed polską premierą, a już podczas premiery nad Wisłą na pewno. Zadecydowała… okazyjna cena. Tylko tyle i aż tyle. To kolejny produkt a jam ci iPhone user a nie iPhone fanboy.
Zastanawiałem się jeszcze nad Era G1, pierwszym telefonem z systemem Google Android. Miałem okazję testować jeden dzień i odniosłem bardzo pozytywne wrażania. Wygrały jednak ekonomiczne realia, iPhone był tańszy poza umową. Swoją drogą do czego to doszło aby taki szpanerski gadżet (jak czytamy na obudowie: „Designed by Apple in California. Assembled in China”) był tańszy od plastikowej cegiełki zrobionej przez HTC (designed and mady in Taiwan)? ;) Nie sądzę jednak abym był wierny dozgonnie iPhonowi. Kiedy skończy mi się za rok przywiązanie do Orange, wybiorę zapewne jakąś słuchawkę z Androidem na pokładzie. Już teraz widać w tym systemie moc iPhone’a bez arbitralnych ograniczeń Apple’a (słynny brak mmsów, kręcenia filmików wideo itp itd.) Do tego przez rok Android Market rozwinie się i powstanie więcej lepszych słuchawek wykorzystujących system operacyjny Google’a. Multitouch nie jest taki ważny. Przez rok może się wiele jeszcze wydarzyć, ale znamienne jest, że przez półtora roku żadnemu klasycznemu producentowi komórek nie udało się przedstawić światu iPhone killera, dopiero Google zaczyna deptać mu po piętach.