Jak do tej pory obecność Polski w Unii Europejskiej odczuwam przede wszystkim jako brak granic (i wspólną walutę w wielu jej krajach). Wsiada sobie człowiek w samolot, samochód, pociąg czy statek i… Po prostu jedzie. Jak panisko. Wciąż radość wzbudza przekroczenie granicy, które skutkuje tylko zmianą języka znaków drogowych.
Zmiana nastroju następuje z chwilą spojrzenia na komórkę. Cholera, roaming! Schengen, swoboda przepływu osób, towarów… i bach. Czujesz jak walnąłeś nochalem w przezroczystą szybę, której nie spodziewałeś się zastać w tej krainie szczęśliwości bez granic.
Telekomunikacyjne Schengen nie istnieje. Dziwniejsze jest to tym bardziej, że przecież mamy w Europie kilka telekomów, które swoje sieci mają w wielu krajach: T-Mobile, Orange, Vodafone, O2. Dlaczego klient Ery (przypomnijmy: jej właścicielem jest niemiecki T-Mobile) nie może rozmawiać po takich samych stawkach jak w Polsce również w Niemczech? Przecież to ta sama firma. Taka oferta opłaciłaby się w dłuższym horyzoncie czasowym. Telekomunikacyjni giganci mogliby złowić więcej klientów oferując im właśnie bardzo tani (w praktyce, po stronie klienta to nie zauważalny) roaming.
Niemożliwe? A jednak! Okazuje się, że może nastąpić koniec drogich opłat raomingowych i to w większym stopniu niż sobie wymarzyłem w poprzednim akapicie! (więcej…)