iZbieractwo

czytam i zbieram sobie

Archive for the ‘polityka’


Nie chcę zgody, czyli miraże kampanii wyborczej

Bronisław Komorowski zgoda buduje

Rzadko na tym blogu goszczą tematy polityczne. Może to i dobrze. A może i nie. Polityka kojarzy się w Polsce z czymś tak brudnym, że lepiej jej unikać, aby nie utytłać się w tym błocie. Ale z drugiej strony polityka dotyka kwestii bardzo istotnych i warto mieć na nie wpływ. Choćby poprzez wyrażenie swojej opinii.

Wojna polsko-polska

Do zabrania głosu skłoniły mnie słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane w Zakopanem:

…aby zrealizować to marzenie musimy „skończyć raz na zawsze z polsko-polską wojną”. – Ona nie przyniosła Polsce niczego dobrego, przyniosła bardzo wiele zła, bardzo wiele nieszczęścia. Polsce potrzebny jest wzajemny szacunek uczestników życia publicznego, rozmowa o polskich sprawach – w wielu miejscach potrzebny jest kompromis. To wezwanie kieruję do wszystkich uczestników życia publicznego – zakończmy polsko-polską wojnę – apelował prezes PiS.

Zgadzam się, że potrzebny jest wzajemny szacunek, rozmowa o polskich sprawach i kompromis. Ale to jest potrzebne zawsze – wczoraj, dziś i w przyszłości. Politycy, dziennikarze i my obywatele ulegamy jednak pewnemu wielkiemu złudzeniu.

(więcej…)

Twitter a sprawa polska

Serce roście patrząc na te czasy kiedy twitter do mainstreamu w USA, a powoli i na świecie, wchodzi. W 2007 roku pisałem o twitterze jako o ciekawostce, najciekawszym nowym pomyśle z poletka Web 2.0 a teraz poważne media piszą twitter to, twitter tamto. A kiedy już Oprah namaściła swym gustem… Czapki z głów! Nastał czas twitteromanii.

Co z Twitterem dalej? Tylko jedno ważne pytanie pozostaje bez odpowiedzi: kiedy zacznie zarabiać?

Temat twittera zawsze prowadzi na własne podwórko i pytanie o polskie odpowiedniki. A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają*. Język swój mają, więc amerykańskie serwisy na swą modłę przekładają. W Polsce jest tylko jeden serwis, który idei mikrobloga nie rozpuścił „ulepszając ją” do minibloga (pinger), to oczywiście blip.

W kontekście szału na twittera pojawia się jedno proste pytanie: Czy blip będzie polskim twitterem z medialnym i celebryckim szaleństwem jak za oceanem?

Jest kilka (mikro)powodów aby wierzyć w powodzenie rodzimej inkarnacji idei mikrobloga:

  1. Profile mniej lub bardziej znanych osób, które poinformują szerszą rzeszę internautów o serwisie i część z nich zachęcą do używania:
  2. Kampania polityczna
  3. Konkursy i inne wydarzenia „medialne”.

(więcej…)

Kompleksy narodów

W ostatnim numerze Polityki natknąłem się na artykuł Andrzeja Krawczyka „Aksamitny rozwód” opisujący podział Czechosłowacji na dwa odrębne państwa (w 15 rocznicę tego wydarzenia). Najbardziej zaciekawiły mnie w tym tekście wątki opisujące to co Czesi i Słowacy myślą o sobie nawzajem. To natychmiast przypomniało mi o Austriakach i Niemcach opisywanych przez Krzysztofa (na moje zamówienie zresztą ;) oraz o Litwinach, których sam mogłem troszkę poznać.

Dlaczego mnie to interesuje i tu o tym piszę? Żyjemy w nowoczesnym przecież świecie, a tyle w nas różnego rodzaju uprzedzeń, stereotypów, tudzież jakiś dziwnych historyczno-narodowych kompleksów. Do tych naszych polskich mogliśmy się przyzwyczaić i są one dla nas czymś normalnym. A o tych zagranicznych… Nie mamy pojęcia. Wydaje się, że inni na pewno nie mają swoich „piekiełek narodowych”…A jednak.

Czechy i Słowacja

W listopadzie 1989 r., kiedy dokonywała się w Czechosłowacji aksamitna rewolucja, zachodnia i wschodnia część kraju: Czechy (z Morawami) i Słowacja różniły się od siebie dość istotnie mentalnością, tradycjami i kulturą życia społecznego. (…) przeciętny Czech był przekonany, że za wypracowane w Czechach podatkowe pieniądze modernizuje się Słowację, a każdy bratysławski taksówkarz przekonywał, że to za słowackie pieniądze Czesi budują sobie w Pradze metro. (…) Uwierała także czeska tradycja postrzegania siebie jako misjonarzy, którzy wnoszą na Słowację cywilizację i pomagają Słowakom nabyć świadomość narodową. Czesi z kolei nie mogli pogodzić się ze słowacką niewdzięcznością za okazywaną pomoc modernizacyjną. (…)

Dla pełnego obrazu trzeba pamiętać także o tradycji współpracy Czechów i Słowaków z okresu odrodzenia narodowego w XIX w. Słowakom zagrożonym fizycznie madziaryzacją i roztopieniem się w państwie węgierskim „czechosłowakizm” dawał szanse na przetrwanie. Podobne znaczenie miał dla walczących z żywiołem niemieckim Czechów. Takie przesłanki legły u podstaw umowy zawartej przez emigracyjną reprezentację czeską i słowacką w maju 1918 r. w Pittsburgu w USA, co leżało u podwalin powstania w kilka miesięcy później Czechosłowacji.

(więcej…)

Dostaliśmy więcej niż marzyliśmy

Od wczoraj jesteśmy w Schengen. Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, a przecież za tym suchym faktem kryje się coś więcej. To dobrze, że zwykle bronimy się przed patosem, ale proszę – nie teraz.

Czy mojej babci jadącej na przymusowe roboty w głąb Trzeciej Rzeszy mogło się śnić coś takiego? Tak ogromna swoboda przekraczania granicy polsko-niemieckiej, że właściwie możemy uznać, że jej nie ma? Gdyby ktoś jej powiedział, że dożyje czasu kiedy zniknie granica między Polską a Niemcami to uznałaby pewnie, że Niemcy Polskę wchłoną. Bo jak człowiek będący przy zdrowych zmysłach mógłby wyobrazić sobie obecną sytuację? Polacy pozwalają, aby ich śmiertelni wrogowie mogli swobodnie przekraczać polską granicę?!

Ok, to było dawno temu. Dobrze. Weźmy bliższe nam czasy. Jest rok 1989, Polska powoli, niepewnie odzyskuje wolność. Super, tyle nam wystarczy. Spełniliśmy przecież ogromne marzenia o niepodległości. Czego nam więcej trzeba? Czy te głupie 18 lat temu przyszło by nam do głowy, że znikną granice w ogromnej części Europy? Złośliwi dodaliby, że jasne – po rozszerzeniu Związku Radzieckiego…

To aż nie sposób opisać jak w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniła się Europa. Jeśli nie sposób opisać, to przynajmniej postarajmy się to poczuć. Nie bójmy się powiedzieć sobie (ze względu na to co powyżej), że żyjemy we wspaniałych czasach. Po cichu. Sami do siebie. Bo tak wstyd jakoś mówić tak wielkie słowa na głos, w czyjejś (na ogół) szyderczej obecności.

Może to zakłopotanie przy mówieniu tak wielkich słów wynika z tego, że wolność jest dla nas jak czyste powietrze i zapominamy jaki kiedyś na świecie był zaduch. Dodatkowo „Internet przyzwyczaił nas w dużej mierze do tego, że uważamy się za obywateli świata – jak zauważył to Paweł Wimmer – bo wirtualna, bezgraniczna rzeczywistość dawała poczucie całkowitej swobody.”

Schengen nie spełniło naszych marzeń. Ono dało nam coś więcej, bo nawet nie potrafiliśmy wyobrazić sobie tak wielkiego prezentu, aby móc o nim później marzyć czy też o niego prosić.


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)