Orząd, onet i oauth czyli o nazw poczynaniu
Kwestię internetowych nazw poruszam na tym blogu ostatnimi czasy dosyć często. Najpierw pisałem o Śledziku, potem o MyTribe i NKtalk.
Tym razem nie będzie inaczej. Alek Tarkowski napisał na blogu Kultura 2.0 o ciekawym pomyśle na nazwę otwartego protokołu:
Firma StatusNet, która stworzyła platformę mikroblogową Identi.ca (moją ulubioną – bo w pełni otwartą) opublikowała właśnie nowy protokół sieciowy o nazwie OStatus.
Najlepsza jednak we wszystkim jest nazwa, OStatus, i wykorzystanie “o” jako przedrostka dla otwartych projeków. Ciekawe, czemu nikt na to wcześniej nie wpadł, w czasach e-wszystkiego lub i-kwestii. OEdukacja, onauka, okultura, orząd – wydają mi się całkiem dobrymi nazwami.
Informacja wydaje się dość błaha, ale czuję wewnętrzną potrzebę replikacji tego memu. Szczególnie, że przeszedł on zupełnie bez echa.
Nawet nikt nie wyśmiał pomysłu na nazwę orząd, która przecież zgrzyta przeraźliwie, kiedy wymawiamy ją nawet w myślach. Zbyt blisko ten neologizm przypomina słowo nierząd ;) Istnienie serwisu onet.pl też nie pomaga, bo nie jest to polski otwarty protokół internetowy.
OAuth, otwarty protokół wymiany danych między stronami WWW, jest jedyną nazwą z literką „o” na początku, która się przyjęła i znana jest one nie tylko twórcy i jego najbliżej jego rodzinie.
Tam, gdzie ma to sens, warto by literkę o wykorzystać. Szczególnie przy nazwach anglojęzycznych. W Polsce przyjęła się literka „e” zrośnięta z głównym słowem kreseczką, np. e-administracja. Literka „i” poradziła sobie już bez dodatków. Czy „o” przekroczy masę krytyczną i wejdzie do obiegu?
Na marginesie. Przykładem pięknego polskiego słowa tłumaczącego anglojęzyczny termin jest wyraz otwartoźródłowy, czyli open source.



