iZbieractwo

czytam i zbieram sobie


Śledzik czyli wymysldomene.pl

Herring
Creative Commons License photo credit: Jacob Bøtter

Przy okazji zbliżającej się premiery nowego przedsięwzięcia Naszej Klasy wraca jak bumerang dyskusja/pyskusja (niepotrzebne skreślić) nad nazwą nowego serwisu – Śledzik

„Sledzik.pl to dobra nazwa, właściwie jedyna na rynku, która ma ładunek uczucia”. U mnie ta nazwa wywołuje to samo uczucie, co Flaker.

Pisze ^socin, z którą się nie zgadzam. Może dlatego, że nie jestem językowym i domenowym purystą. Polski język choć piękny i dostojny, nie jest łatwym dla chcących wymyślić nazwę serwisu i zarejestrować w przystępnej cenie domenę.

Szczególnie trudno jest, jeśli porównamy naszą sytuację z jezykiem angielskim. Tam uchodzą nawet domeny celowo przekręcające pisownie, z zamierzonymi błędami (np. digg, flickr – by wymienić tylko te największe). U nas dodanie do nazwy domeny końcówki „eo”, np. apteo.pl (bez urazy Artur), już wzbudza uśmieszki politowania. Inne znane zabiegi i wybiegi twórców domen to dodawanie końcówek mania, maniak, 24, news, blog, lab, fan, itd. itp. Najnowszym spotkanym przeze mnie wynalazkiem jest końcówka… klik – domoklik.pl Na razie brzmi dziwnie i obco, ale jak się osłuchamy to może się przyjmie? Jeśli sam nie wpadniesz na zadowalający cię pomysł, można zajrzeć do tego miejsca domenowej kaźni – tam gdzie kicz mówi dobranoc (albo dzień dobry). Skąd wziął się śledzik?

(więcej…)

Twitter a sprawa polska

Serce roście patrząc na te czasy kiedy twitter do mainstreamu w USA, a powoli i na świecie, wchodzi. W 2007 roku pisałem o twitterze jako o ciekawostce, najciekawszym nowym pomyśle z poletka Web 2.0 a teraz poważne media piszą twitter to, twitter tamto. A kiedy już Oprah namaściła swym gustem… Czapki z głów! Nastał czas twitteromanii.

Co z Twitterem dalej? Tylko jedno ważne pytanie pozostaje bez odpowiedzi: kiedy zacznie zarabiać?

Temat twittera zawsze prowadzi na własne podwórko i pytanie o polskie odpowiedniki. A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają*. Język swój mają, więc amerykańskie serwisy na swą modłę przekładają. W Polsce jest tylko jeden serwis, który idei mikrobloga nie rozpuścił „ulepszając ją” do minibloga (pinger), to oczywiście blip.

W kontekście szału na twittera pojawia się jedno proste pytanie: Czy blip będzie polskim twitterem z medialnym i celebryckim szaleństwem jak za oceanem?

Jest kilka (mikro)powodów aby wierzyć w powodzenie rodzimej inkarnacji idei mikrobloga:

  1. Profile mniej lub bardziej znanych osób, które poinformują szerszą rzeszę internautów o serwisie i część z nich zachęcą do używania:
  2. Kampania polityczna
  3. Konkursy i inne wydarzenia „medialne”.

(więcej…)

Jak wielkim celebrytą jesteś?

Mikrocelebryci – ostatnimi czasu zrobiło się o nich głośno w pewnej części blogosfery głównie dzięki serwisom blip i flaker. Kim są mikrocelebryci?

Słowo pochodzi od celebrytów czyli po ang. celebrities. Tych wszystkich Dod i Frytek, na Paris Hilton skończywszy, za którymi ganiają paparazzi aby ich skandaliczne zdjęcia umieścić w prasie brukowej lub internetowych kundelkach. Mikrocelebryci mieliby być takimi celebrytami w skali mikro – mniejsza sława, wśród mniejszej ilości osób. Takie osoby nie istnieją w tradycyjnych mediach ale dzięki internetowi staliby się sławni w mikro skali.

Samo pojęcie nie jest nowe, termin pojawił się - jak pisze Kuba Filipowskijuż 2 lata temu na gigaom, zjawisko opisał też Clive Thompson w Wired i Marta Klimowicz na blogu. Dopiero jednak powstanie flakera spopularyzowało pojęcie mikrocelebryty. Dlaczego? Twórcy serwisu (w tym wspomniany Kuba) lansują go twierdzeniem, że właśnie dzięki flakerowi możemy stać się mikrocelebytami. Na stronie głównej serwisu jest zakładka mikrocelebryci, która pokazuje osoby na flakerze obserwowane przez jak największą ilość osób.

Sam znajduję się na tej liście na 13 pozycji, będąc obserwowanym przez 19 osób… Czy czuję się sławny – a właściwie mikrosławny? W żadnym wypadku! Ta lista właśnie, i moja na niej obecność, skłoniła mnie do napisania tego postu. Czego się czepiam? Przecież ja w żaden sposób nie jestem mikrosławny czy mikroznany! To właśnie w tej skali sławy jest pies pogrzebany.

(więcej…)

Dolewanie do już pełnego

Kiedy wypowiadałem sakramentalne słowa postanowienia noworocznego, nie myślałem, że wypełni się ono w taki sposób. Niby zadanie jest proste – co to za trud, przeczytać jedną książkę miesięcznie – ale praktyka pokazuje, że nie jest łatwo. Tym bardziej kiedy Google Reader codziennie bezlitośnie odmierza liczbę nieprzeczytanych. Książki jednak nie przeczytałem szczerze mówiąc. „Orzeł biały, czerwona gwiazda” Normana Daviesa została wysłuchana jako audiobook. Trwało to 14h (sic!). Co ważne, słuchałem jej zawsze gdzieś w drodze (do pracy, do domu, w pociągu), jakoś tak przy okazji. Nigdy jako główne i jedyne zajęcie.

Załóżmy, że do słoika nawkładamy kamieni aż do nakrętki. Słoik wydaje się pełny, nic więcej się nie zmieści. Możemy jednak dosypać tam jeszcze piasku i… okazuje się, że miejsce się znalazło! Nasze życie, nasz czas jest takim słoikiem. Wydaje się, że nie damy rady zrobić jeszcze jednej rzeczy, poświęcić uwagi jeszcze czemuś… Puff, da się. Z pomocą przychodzi pomysłowość ale też i technologia. Bez maleńkich przenośnych mp3 playerów nie byłoby tak łatwo. Z drugiej strony bez dużego miasta nie byłoby trzeba tak długo dojeżdżać do pracy ;) Coś za coś.

Do czegoś pełnego wkładamy jeszcze coś, znajdujemy miejsce w już pełnym. Czy tak nie jest z twitterem/blipem? Mamy blogi, mamy komunikatory. W wyniku mutacji powstaje microblog. Dla mających ciut więcej czasu/ambicji powstają miniblogi (tumblr, soup, pinger). Idźmy dalej. Do tej pory aby pisać bloga potrzebowaliśmy dostępu do sieci. Teraz możemy to zrobić smsem lub mmsem (choć racja, od kilku lat możemy blogować emailem z komórki), czyli szybko, prosto i bez internetu, w tzw. międzyczasie, w drodze, gdziekolwiek. Takim blogowaniem otoczeni jesteśmy wszędzie, niczym matrixem. Znów w pełnym udało się upchać jeszcze troszkę. Szkoda, że nie wynaleziono jeszcze takich walizek lub plecaków.

Ktoś znalazł szczeliny w które można wtłoczyć, wlać, wsypać coś co jest mniejsze, bardziej ulotne, płynne i plastyczne w taki sposób, że to wolne miejsce potrafi sobie znaleźć. Kolejna nisza? Kolejny kanał dostępu do treści/kontentu? Co z tego wynika? Zwiększenie naszej wydajności? W pracy czy w życiu? Nie wiem, ale czuję, że coś przesiąka mi przez palce.


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)