Firmy cały czas zapewniają nas, że „klient nasz pan”. Ile razy jednak przekonaliśmy się, że nasze uwagi są im potrzebne jak przysłowiowy wrzód na… Do historii przeszły słowa Henry’ego Forda, który stwierdził, że może wyprodukować samochód dowolnego koloru pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. Esencja arogancji. Świat sie jednak naprawdę zmienia. Producenci bowiem coraz bardziej zaczynają doceniać mądrości i pomysły konsumentów. Ten fenomen opisuje Edwin Bendyk w ostatniej Polityce.
Popularny „Wired” nadał nowemu zjawisku nazwę crowdsourcingu, co oznacza wykorzystywanie do rozwiązywania problemów mądrości tłumu ukrytego w sieci. Bardziej powściągliwi badacze procesów innowacyjnych, jak Eric von Hippel i Henry Chesbrough, wolą mówić o otwartym modelu innowacyjności.
Okazuje sie, ze gdy laboratoria badawcze pracują pełną parą, patentują też sporo nowych rzeczy, ale nie przekłada się to na zyski firmy, lub nawet gdy ta jest w kryzysie, opłaca się zmienić strategię i zaryzykować – outsourcing zlecić tłumowi klientów otaczających firmę. W pierwszej chwili u każdego menedżera musi się pojawić w takim przypadku ból głowy na myśl o tysiącach klientów radośnie narzekających na wszystko, spodziewać się on musi głupoty tłumu, a nie jego mądrości. Trzeba bowiem tłumem odpowiednio pokierować aby miało to sens i… Zmienić paradygmat myślenia o mądrości tłumu na pozytywny. Przypominam, w świecie web 2.0 uważa się tłum za dobrą i mądrą w swej całości istotę.
To jest ta zmiana która mnie tak fascynuje. Z jednej strony tłum jest głupi, z drugiej mądry. Jedni uważają demokrację za dobry system, drudzy strasznie ją krytykują. Mówi się w pozytywnym sensie o modelach wiedzy rozproszonej. Co jest faktycznie tu dobrem a co złem? Odpowiedź najbliższa prawdzie jest pewnie taka, że w pewnych warunkach tłum może być mądry, a w pewnych nie. Trzeba tylko znaleźć te pierwsze, wdrożyć i trzaskać kasę.
Coraz więcej firm przekonuje się, że zamiast odgadywać oczekiwania klienta – lepiej umożliwić mu samodzielne spełnienie swoich zachcianek. (…) Prosumpcja, bo tak fachowcy nazywają nowe zjawisko, kiedy konsument jest jednocześnie producentem usługi lub produktu, upowszechnia się.
Producenci gier komputerowych umożliwiają tworzenie własnych poziomów gier czy wręcz zapewniają tylko platformy do zabawy (jak w grze Sims lub wirtualnym świecie SecondLife), które należy następnie zapełnić własnymi wytworami. Zjawiska prosumpcji i otwartej innowacyjności, uznawane jeszcze kilka lat temu za marginalne, ewentualnie za przejaw kontrkulturowej aktywności hakerów, skupionych w takich środowiskach jak twórcy wolnego systemu operacyjnego GNU/Linux, zmieniają dziś świat biznesu, administracji publicznej, edukacji, nauki. Żyjemy w świecie, w którym m.in. za sprawą Internetu niezadowolony, a innowacyjny i przedsiębiorczy konsument, (…) dysponuje siłą, której nie można zlekceważyć.
Co do ostatniego zdania, to ja bym powiedział, że to jest niemal darmowy zasób, którego szkoda byłoby nie wykorzystać. Trzeba tylko zmienić swoje nastawienie, zmienić paradygmat myślenia.
Słowa o platformie od razu skojarzyły mi się z platformą Facebooka – czy wszystkie otwarte API to nie przykłady prosumcji? Firma nie jest w stanie domyślić się wszystkich ciekawych funkcjonalności jakie tkwią w trzewiach jej baz danych (nie mówiąc już o fizycznej ilości czasu jakie na to musiałaby poświęcić), więc daje możliwość wymyślenia ich przez tłumy programistów. Znów tylko/aż trzeba zmienić sposób myślenia, że taki zabieg przyniesie firmie więcej korzyści niż kłopotów.
Zachęcam gorąco do przeczytania całego artykułu – naprawdę warto.