iZbieractwo

czytam i zbieram sobie


Twitter a sprawa polska

Serce roście patrząc na te czasy kiedy twitter do mainstreamu w USA, a powoli i na świecie, wchodzi. W 2007 roku pisałem o twitterze jako o ciekawostce, najciekawszym nowym pomyśle z poletka Web 2.0 a teraz poważne media piszą twitter to, twitter tamto. A kiedy już Oprah namaściła swym gustem… Czapki z głów! Nastał czas twitteromanii.

Co z Twitterem dalej? Tylko jedno ważne pytanie pozostaje bez odpowiedzi: kiedy zacznie zarabiać?

Temat twittera zawsze prowadzi na własne podwórko i pytanie o polskie odpowiedniki. A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają*. Język swój mają, więc amerykańskie serwisy na swą modłę przekładają. W Polsce jest tylko jeden serwis, który idei mikrobloga nie rozpuścił „ulepszając ją” do minibloga (pinger), to oczywiście blip.

W kontekście szału na twittera pojawia się jedno proste pytanie: Czy blip będzie polskim twitterem z medialnym i celebryckim szaleństwem jak za oceanem?

Jest kilka (mikro)powodów aby wierzyć w powodzenie rodzimej inkarnacji idei mikrobloga:

  1. Profile mniej lub bardziej znanych osób, które poinformują szerszą rzeszę internautów o serwisie i część z nich zachęcą do używania:
  2. Kampania polityczna
  3. Konkursy i inne wydarzenia „medialne”.

(więcej…)

Przyszłość Internetu

W tym tygodniu na Read/WriteWeb trwa Web Future Week. Od jakiegoś czasu co tydzień jest jakiś temat przewodni. W ramach obecnego tygodnia opublikowano ankietę, w której zadano pytanie: Która internetowa technologia będzie miała największy wpływ na sieć w ciągu następnych 10 lat? Zadając to pytanie, Richard MacManus przytomnie zauważa, że przecież 10 lat temu nie istniało Google, które dzisiaj rozdaje karty. Technologia rozwija się za szybko. Król internetowej technologii anno domini 2017 może jeszcze nie istnieje lub – dalsze słowa MacManusa – iskrzy się dopiero pomysłem w głowie studenta z Szanghaju.

Tą ankietą przyszłości nie przewidzimy, to raczej odbicie dzisiejszych hype’ów i buzz’ów ale IMHO warto się chwilkę nad tym zastanowić. Ja robię to przede wszystkim dla intelektualnej przyjemności pobudzenia szarych komórek w temacie który lubię. Jakie są więc nominacje na technologię przyszłości?

(więcej…)

Mechwarrior

Dziś coś z zupełnie innej beczki. Wczoraj natrafiłem w Wired na artykuł o pierwszych robotach bojowych wysłanych do Iraku. Do tej pory rozbrajały miny lub służyły do obserwacji. Teraz po raz pierwszy mają walczyć. Sam artykuł nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, za to ten filmik owszem:

Ok, robocik jest dość prosty, tzn. nie jest to zupełnie nowa konstrukcja tylko modyfikacja już istniejących ale nie o to chodzi. Niedawno obchodziliśmy rocznicę początku siecipołożenie pierwszego kabla transatlantyckiego (27 lipca 1866r). Robot z powyższego filmu może być praprzodkiem tego:

[Jeśli komuś się spodobało polecam jeszcze ten filmik.]

Niemożliwe? Science fiction? MechWarrior to tylko głupia gra? Zobaczcie wiec filmik pokazujący robota z Boston Dynamics, w którego Pentagon zamierza właśnie zainwestować 10 mln $ i wykorzystywać jako transporter sprzętu dla piechoty.

Update: w tym moim poście znajdziecie jeszcze dwa inne filmiki z kroczącymi robotami.

Daleki jestem od utopijnego idealizmu i nie będę biadolił i psioczył na tych okropnych wojskowych. Przecież nawet nasz kochany internet powstał na ich zamówienie. Lajf is brutal i takie roboty to była w sumie kwestia czasu. W naszym humanistyczno-webdwazerowo-blogowo-software’owym światku nie doceniamy potęgi tego co inżynierowie mogą nam wymyślać już teraz. Może to oni bardziej zmienią ten świat niż my?

Dopóki nie zacząłem subskrybować feeda Wired Top Stories wydawało mi się, że Wired to magazyn tylko o, powiedzmy, szeroko pojętej cyberkulturze. Tymczasem zaskoczyło mnie, że dość sporo informacji jest jeszcze z dwóch dziedzin: podbój kosmosu i… militaria. Co oznacza ten myks? To tylko specyfika pokręconego Wired czy nowy trend jakiś, znak czasu? Zna ktoś filozofie tego magazynu?

Podsumowując, jak mówi chińskie przekleństwo – Obyś żył w ciekawych czasach!

Informacyjne bankructwo

Jak poradzić sobie z zalewem informacji? Choć to pytanie nie jest odwieczne, to od jakiegoś czasu bardzo istotne. Czy ktoś wierzy, że szybko się z nim uporamy? Nie sądzę. Trzeba więc zmierzyć się z wyrokami Google Readera (masz 378 nieprzeczytanych feedów, 850 nieprzeczytanych!) lub konta mailowego (masz kilkaset nieprzeczytanych maili). To po prostu przesubskrybowanie. Choć są jeszcze tacy którzy mają czas na książki (przyklad1 przyklad2). Niemniej, przybiera to już tak dramatyczne rozmiary, że można odczuwać strach przed gmailem. Jak się ratować? Ogłosić bankructwo! Zrobili tak dwaj blogerzy, którzy postanowili wykasować swoje skrzynki mailowe, bo nie radzili sobie z nadmiarem nieprzeczytanej poczty. Artykuł to opisujący nosi znaczący tytuł – Sekret szczęścia.

Jesteśmy uwiązani do naszych Blackberry, Treo [kieszonkowe telefony i komputery - przyp. tłum.] i laptopów, a nasze życie w świecie zaawansowanych technologii nie przynosi wolności i elastyczności, a jedynie nawał informacji.

To dość drastyczne rozwiązanie, ale jak się okazuje wcale nie takie odosobnione – miernik kryzysu, jest już źle, ok, poddaje się – bankructwo. Czasami tak jednak nie można postąpić, kiedy to sprawa służbowa, ale… skąd wysupłać tylko na to 21 dni? ;)

 

Błoga niewinność

Są jednak tacy, co nie mają takich problemów. Usłyszałem kiedyś od znajomego, że gdyby nie gadu-gadu i radioparty (radio internetowe) to nie miałby co robić w internecie. Byłem w szoku – na jakiej planecie on żyje!?

Jedni bowiem nie dostrzegają problemu zalewu informacji (o błogosławiona niewinności!), inni (tylko?) narzekają, a są też tacy co się tym nie przejmują zbyt mocno…

to tak jakby do wytwórni muzycznej przyszedł nowy prezes i powiedział: od dziś zmiana strategii — skupiamy się na hitach. tylko, że nie wiadomo, co jest hitem, co jest kitem. i trzeba tego kitu trochę też przełknąć. taki lajf.

Tak na marginesie historia z życia wzięta. Taki zalew informacji to nie wina tylko internetu. To jest chyba niezależne od medium. Swego czasu przecież, prowadziłem wojny o pilota z młodszym bratem bo w tym samym czasie było kilka ciekawych programów, ale priorytety mieliśmy inne ;) Tyle było wtedy do oglądania a teraz nie ma dla mnie tam prawie nic. Swoją drogą śmieszne było rozwiązanie tej sprawy. Tata arbitralnie zdecydował, że ja mam prawo do decydowania co oglądamy w dni parzyste a brat w nieparzyste. Oczywiście była to jawna dyskryminacja mojej osoby, ale odwołanie do Sądu Najwyższego (czyt. mamy) nic nie dało – jesteś starszy i młodszemu musisz ustąpić.

Skoro żyjemy na jednym i tym samym świecie, i jedni na nim się nudzą a drudzy przeżywają cierpienia przeinformowania, to większe znaczenie ma sam człowiek a nie sama ilość informacji.

Jak sobie z tym radzić?

Najnowszy trend w filtrowaniu informacji trafnie opisał kiedyś w komentarzu Makjuzer:

Ilość informacji jakie spływają powoduje że nie wystarczy już nasz własny filtr zbudowany przez doświadczenie i wiedzę. Musimy opierać się na kolejnych zbudowanych przez innych ludzi (sieci społeczne).

Ów trend ilustruje filozofia powstania aplikacji FriendsFeedMe:

Aplikacja ma na celu ułatwić wymianę informacji o ciekawych feedach RSS. Co to jest ciekawy feed? Przyjęliśmy prostą definicję – prawdopodobnie Twoi znajomi mają podobne zainteresowania jak Ty. Dlatego feedy, które oni czytają będą z dużym prawdopodobieństwem podobać się również Tobie.

Z podobnego założenia możemy wyjść tworząc dzięki Google Readerowi własny kanał rss w którego skład wejdą pojedyncze posty z naszych feedów, które oznaczymy jako share. Od jakiegoś czasu praktykuję zaznaczanie ciekawych IMHO postów w ten sposób. Jeśli ktoś jest chętny do wymiany kanału rss proszę zgłosić się w komentarzach.

Ostateczny filtr

Największym filtrem informacji jest… pojemność naszej uwagi. Mamy jej ograniczony zasób i po przekroczeniu pewnej granicy nic więcej tam nie zmieścimy – reszta wyleje się z tej czary. Ale ludzka pomysłowość nie ma granic i nawet tak prosty wynalazek jak rss przesunął granice naszej pojemności – już nie musimy łopatologicznie wchodzić na wszystkie ciekawe strony aby zobaczyć czy jest tam coś nowego. Są nawet tacy fanatycy co subskrybują i przeglądają 600 feedów!

Jest jeszcze jeden problem – im więcej jest informacji, tym więcej jej możemy przegapić, im więcej wiedzy, tym więcej ignorancji. Nie sposób bowiem być nawet średnio zaawansowanym w tak wielu dziedzinach. Przydał by się więc post zbierający i porządkujący wszystkie metody radzenia sobie z tym problemem , ale… jak ja tego dokonam w tym natłoku informacji?


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)