iZbieractwo

czytam i zbieram sobie


Społeczna fabryka

Kiedy znaczenia nabiera User Generated Content, czyli coś co internauci wytwarzają za darmo, w swoim czasie wolnym, jak również crowdsourcing (tu otrzymujemy zazwyczaj pewną gratyfikację za swój wkład) to oznacza to przecież, że od darmowej, niczym nie przymuszonej pracy wielu ludzi zależy coraz większy obszar gospodarki. Dziwnym trafem nie dostrzega i nie docenia się tego. Mirosław Filiciak na blogu Kultura 2.0 pisze o tym jako o społecznej fabryce:

Słyszeliście o niematerialnej pracy i społecznej fabryce? Skrajnie upraszczając: jeśli rozmawiacie ze znajomymi przy piwie, to wykonujecie nie mniej poważną pracę, niż robotnik w fabryce. Produkujecie informacje.

Pojęcie społecznej fabryki opiera się na spostrzeżeniu, że w postfordowskiej ekonomii produkcją coraz częściej zajmuje się społeczeństwo – kreując mody i trendy czy wymieniając opinie wszyscy manipulujemy symbolami, co ma dziś wartość większą, niż praca fizyczna, coraz częściej zarezerwowana dla słabo wykwalifikowanych robotników zatrudnionych w sweatshopach Trzeciego Świata. Niematerialna praca, często darmowa, staje się istotnym elementem współczesnej gospodarki. Socjolożka mediów Tiziana Terranova w swojej niezwykle interesującej książce Network Culture: Politics for the Information Age stwierdza m.in. że to nie ruch Open Source wprowadza nową jakość do środowiska produkcji, lecz listy mailingowe i fora internetowe. To one, a nie pisanie programów, mają być wizytówką ekonomii cyfrowej. Można się z tym zgadzać lub nie, jednak taka optyka sprzyja podkreśleniu zjawiska, o którym piszą niemal wszyscy teoretycy ponowoczesności – zacierania się granic pomiędzy pracą i kulturą oraz rozrywką a produkcją.

Niesamowita idea, nieprawdaż?

Modele aktywności w internecie

Joanna Szumowska cytuje ciekawy raport, który stara się podzielić amerykańskich internetów na segmenty. Korzysta przy tym z metafory drabiny uczestnictwa:

Wyniki nie sumują się do 100% Jak podają autorzy można być jednocześnie twórcą, ale np. nie uczestniczyć stronach social network (MySpace, grono). Zresztą podane procenty przy każdej kategorii uczestniczenia nie są tak ważne. Mogą być mylne z powodu złej metodologii badań (nieznanej mi) lub szybko się zdezaktualizować. Ciekawe, ważne i uniwersalne są za to kategorie uczestnictwa i sposób ich zhierarchizowania w postaci drabiny.

Krzysztof Urbanowicz pisze o regule “1/10/89″ – mówi ona, że na 100 internautów, 1 tworzy treść, 10 ją komentuje, lub ulepsza a pozostałych 89 tylko ogląda lub czyta.

Co to oznacza? Wielu komentuje to pesymistycznie. Nie mówiąc już o tym, że tą samą informację potrafią różne serwisy zinterpretować zupełnie odmiennie jak zauważa Antyweb. Ja podchodzę do tych danych bardzo optymistycznie. Przecież poprzednie wielkie media takie jak radio, telewizja czy gazety dawały straszliwie mniejsze możliwości do aktywnego w nich uczestnictwa, a w przypadku internetu mamy nie tylko to – możemy również tworzyć! Wszyscy mamy zmysł słuchu, ale tylko niewielka grupka wykorzystuje go na prawdę twórczo śpiewając (choćby czyjeś) piosenki. Upraszczam, ale tylko po to aby wyostrzyć.

Najzwyczajniejszy argument (a najmocniejszy chyba): tworzenie nie jest proste. Spójrzmy na ten proces poprzez blogowanie. Każdy bloger przekonuje się na własnej skórze jak trudne i czasochłonne to jest. Jeśli ma się pracę, dom i rodzinę bycie blogerem to już 3 etat! Tak więc powyższe dane to sukces sieci a nie jej porażka.

Ale chwileczkę! Tworzenie czy generowanie treści? Jak zwraca uwagę w komentarzu Konrad Trazyk…

problemem cały czas jest zdefiniowanie pojęcia “user generated content”; jeżeli uznamy, że to treści wygenerowane, a nie stworzone przez użytkowników (ja jestem zwolennikiem takiej definicji), to ogólny wolumen takich treści będzie się zwiększał za sprawą szybko rosnącego wachlarza narzędzi pozwalających na partycypację user-ów, a nie wymagających od nich tworzenia czegoś od podstaw; patrz jumpcut.com, eyespot.com, bubbleply.com itd.itp.

I całą prostotę konstrukcji kategorii uczestnictwa diabli wzięli ;) Oj, coś mi się wydaje, że to temat na nie jedną książkę.

Content

“Urwał mi się film” troszkę, czyli blog zamarł. Zmaga się z tym każdy bloger. Ostatnio również Edwin Bendyk, który owym wpisem zainspirował mnie do tego postu. O czym on będzie? O contencie czyli zawartości/treści w internecie przed wszystkim, ale do tablicy została wywołana telewizji a więc i jej się dostanie. Oto interesujący mnie fragment:

Wczoraj miałem okazję przysłuchiwać się konferencji Mediatrendy 2007. Przedstawiciele głównych mediów: telewizji, radia, prasy rozumieli, że świat komunikacji społecznej zmienił się za sprawą rozwoju technologii. Tryskali przy tym pewnością siebie, że zmianę tę kontrolują i czeka ich świetlana przyszłość. Trzeba będzie zmienić modele biznesowe w mediach i reklamie, i po sprawie. Owszem, zmienia się publiczność, jest coraz bardziej pokawałkowana, stąd gwałtowny przyrost kanałów tematycznych w telewizji, ale sam człowiek się nie zmienia i chce jednego ? dobrej treści (dobrego contentu, jak się mawia po polsku). A to właśnie potrafią robić tradycyjne media, czyli produkować atrakcyjną treść, w przeciwieństwie do internetowego śmietnika.

Content kojarzy mi się od razu z web 2.0 gdzie oznacza generowanie, tworzenie treści stron przede wszystkim przez samych użytkowników. Jest to na tyle szerokie pojęcie, że można je zastosować, moim zdaniem, do treści wytwarzanej w każdy sposób (książki, telewizja, internet, radio itd.). Chciałbym poruszyć tylko dwie kwestie:

  1. Dla mnie jest za dużo ciekawego contentu, przede wszystkim w internecie, ale i w kioskach, księgarniach czy bibliotekach. Stąd ta przerwa w pisaniu. Nie z braku tematów tylko z braku czasu/sposobu na ogarnięcie tego chaosu i napisanie czegoś sensownego. Stąd ma to związek z poprzednim postem. Ciekawe dlaczego nie oglądam prawie telewizji? Bo za mało mam czasu czy za mało ciekawy content mi daje. Na prawdę nie wiem co jest przyczyną a co skutkiem.
  2. Tv – atrakcyjna treść, internet – śmietnik? Oba medium są takim samym śmietnikiem! I tu i tu można znaleźć bardzo wartościowe treści obok zupełnie marnych i błahych. Przedstawiciele telewizji grzeszą niedocenianiem blogosfery, grup dyskusyjnych, forów, gier wideo i on-line, podcastów, internetowego radia itd. itp. Nie można tych zjawisk przeceniać – to fakt, ale nie wolno również ich nie doceniać. Dzięki internetowi następuje konwergencja mediów (czyli przenikanie się, łączenie) i to jest jego ogromną zaletą! Do tego dochodzi możliwość aktywnego uczestnictwa, nie tylko biernego odbioru pewnych treści. Stale obniża się również próg owego uczestnictwa. Kiedyś trzeba było swoją stronę domową napisać samemu, własnymi siłami dodawać podstrony, galerie, wpisy. Teraz mamy platformy blogowe, strony hostujące nasze zdjęcia, szablony forów internetowych i serwisów społecznościowych. Wszystko czeka abyś przyszedł i wypełnił to treścią. Specjalistyczna wiedza informatyczna ograniczona do absolutnego minimum. To stwarza jeszcze większe szanse zaistnienia ważnych treści, bo koncentrujesz się natworzeniu owego contentu a nie na technicznych sprawach. Do tego dzięki konwergencji mogą zaistnieć nowe, lepsze funkcjonalności. Karierę robi słowo mashup (czyli mieszanie, łączenie funkcji różnych serwisów, usług, sposobów komunikowania się w celu wytworzenia nowej jakości) jak i widget. Tego “grube ryby” telewizji nie dostrzegają. Sądzą, że nadal tylko oni mogą, chcą i potrafią wytwarzać wartościowy content… Już nie!

  • Ostatnie komentarze

    • PP: Pytanie tylko na ile jest to odpowiedź na zapotrzebowanie rynku (czyli konkretnej niszy której oczekiwania nie...
    • radek: @ Przemek – tablet, nie tablet – to tylko kwestia nazewnictwa. iPhone i telefony z Androidem to...
    • przemekspider: Nie, iPad to tablet, ale Apple podeszło do tematu tabletów w zupełnie nowy sposób: - przede...
    • radek: @ Bartek – Zgadzam się w zupełności. Chciałem o tym tu też napisać, ale post by skręcał w nie ta...
    • Bartek Raciborski: Ja Ci odpowiem na te dwa pytania: - Dlaczego ma system operacyjny bazującym na iPhone OS a nie na...