iZbieractwo

czytam i zbieram sobie


Slow Blog Manifesto

Manifesto! Live @ Waldemar Henrique
Creative Commons License photo credit: Breno Peck

Od półtora miesiąca nie pojawił tu się żaden wpis. To źle? Nie, bo kieruje się filozofią slow blogging, choć o tym jeszcze do niedawna nie wiedziałem.

Michał Piotr Pręgowski przypomniał na techNOblogu o istnieniu Slow Blog Manifesto:

SBM to ciągle mało znana inicjatywa odrzucająca natychmiastowość, „afirmująca fakt, iż nie wszystkie informacje godne przekazania są formułowane szybko”, uznająca, że „wiele myśli najlepiej smakuje, kiedy dojrzeją”. Mówić należy nie wtedy, gdy sytuacja pozwala i gdy coś, cokolwiek się wydarzy – mówić należy wtedy, gdy to, co ma się do powiedzenia, może naprawdę coś znaczyć.

Każdy z nas obserwuje tą biegunkę newsów. Krzykliwych, dramatycznych i „podkręcanych” tytułów, które żebrzą o kliknięcie. Osobiście zdecydowanie wolę te blogi, które piszą rzadziej (nawet raz w miesiącu) a lepiej. Tworzą własny unikalny kontent. Choć rację bytu mają również blogi newsowe, takie też czytuję, i takie maja chyba największą szanse na pieniądze z reklam i dziesiątki czy setki tysięcy unikalnych użytkowników. Dlatego też, znawcy dziennikarstwa mówią iż…

Im szybciej dany temat ujrzy światło dzienne, tym większa szansa, że będzie wśród zwycięzców codziennego konkursu o uwagę czytelnika. Dziennikarz musi więc pisać, pisać, pisać – albo: siać, siać, siać, jak powiedziałby pewien duchowny. – pisze dalej Michał P. Pręgowski (…) W wielu sieciowych poradnikach znajdziemy wskazówkę, aby pisać dużo i często. To znaczy tak, aby nie dać czytelnikom o sobie zapomnieć. Aktualizować ich mózgi nowymi update’ami tak często, jak tylko się da. (więcej…)

3 pytania do 3 ojców założycieli

W ostatni piątek Marcin Jagodziński, Kuba Filipowski i Bartek Raciborski rozpoczęli akcję Linkujmy! Ogłosili manifest, zrobili prosty przycisk do wklejenia na bloga oraz dali miejsce na poparcie akcji – wpisanie się na listę. Jedną z bolączek polskiej blogosfery - pisze Marcin – jest brak linków w blogowych wpisach. to właśnie linki są tym, co decyduje o istnieniu blogosfery jako pewnej całości. Bartek Raciborski dodaje, że jest to manifest i apel do blogerów żeby nie zapominali o tym, że ideą powstania HTML i całego WWW w ogóle, był hipertekst – sieć powiązań między stronami. To właśnie odróżnia nas od papieru, że dowolne słowo w naszym tekście może być odnośnikiem do innej strony, która uzupełni i wzbogaci nasze treści.

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Popieram gorąco tą akcję. Zgadzam się z argumentami (powyższymi jak i ich rozwinięciem w poszczególnych wpisach na blogach ojców założycieli). Ale… Mam swoje pytania i wątpliwości.

Po pierwsze Marcin Jagodziński o problemie słabego linkowania pisał od dawna. Szczególnie mocno to widać czytając jego blog – skrzący się linkami jak żaden inny polski blog. Ja to dostrzegam, czytając notkę sprawdzam gdzie prowadzi każdy link (wystarczy najechać kursorem na link a na dole w pasku przeglądarki pojawi sie linkowany adres url). W co ciekawsze linki klikam aby sprawdzić co się za nimi kryje. Ale czy robi tak duża część czytelników blogów? Intuicja podpowiada, że jest to mała część blogoczytaczy. A przecież bogato inkrustowana linkami notka, jest niemalże trójwymiarowa! Tyle się za nią kryje źródeł informacji, sensów, znaczeń, smaczków, żartów nawet. Linkowanie we wpisach do innych wpisów samo w sobie może być dobre dla agregatorów blogowych, ale czy korzystają z niego ludzie? Może mała ankieta/sonda na ten temat kultury czytania linków?

(więcej…)

Najważniejsze wydarzenia 2007 roku w internecie?

Najważniejsze wydarzenia 2007 roku w internecie

Autorzy ankiety o najważniejszych wydarzeniach w polskim i światowym internecie w 2007 roku poprosili mnie o komentarz. Wynik? 25 stron raportu – wyniki ankiety (wypełnionej przez 2000 internautów), komentarze jej autorów, oraz kilkunastu blogerów, z moim bardzo skromnym udziałem. Zapraszam do lektury.

Ciekawość i chęć zrobienia czegoś swojego w Internecie

kamil niciejaOto pierwszy na tych łamach wywiad. Dzięki uprzejmości Google Docs rozmawiałem z Kamilem Nicieją – trzynastoletnim webdeveloperem oraz autorem bloga ninaque. Przez chwilę chciałem dać słowo rozmawiałem w cudzysłów, bo w końcu nie rozmawialiśmy w rzeczywistości, ale nie było to też wysłanie jednego maila z pytaniami. Okazało się, że współdzielenie dokumentu to bardzo wygodny sposób na drążenie tematu do złudzenia naturalności wywiadu. Kamila zauważyłem już jakiś czas temu, ale mocniej dał o sobie znać wypuszczając na świat betę serwisu dashboard.pl Jeśli jednak nie obiło sie Wam o uszy nazwisko Nicieja, lub nick thion, to tym bardziej przeczytajcie ten wywiad.

Czy Ty na prawdę masz 13 lat?!
Tak, urodziłem się 24 stycznia 1994 roku, czyli niedługo już będę trochę starszy. ;)

Wiele osób to zaskakuje?
Praktycznie wszystkich, szczególnie, że programiści, bloggerzy, czy webdesignerzy są w dużej części pełnoletni. Nie spotkałem się w tym środowisku z kimś młodszym ode mnie.

A jak się ty z tym czujesz?
Normalnie – przyzwyczaiłem się. Przyznam jednak, że kiedyś trochę się bałem rozmawiać z tymi „znanymi” internetu. ;)

Koledzy z klasy wiedzą co robisz? Że nie tylko prowadzisz dość poważnego bloga, ale również tworzysz strony internetowe, których… wielu studentów by się nie powstydziło?

Większość nie wie. I dobrze, bo dzisiaj wystarczy, że robisz coś ponad normę, a mogą cię wyśmiać.

Wyśmiać? A nie dostałbyś raczej „kujonem”? Chronisz swoje drugie „programistyczne ja” w jakiś sposób?
Właściwie, to zainteresowania programowaniem i informatyką nie kryłem nigdy i może przesadziłem trochę z tym wyśmiewaniem, bo mnie to nie spotkało. Po prostu wśród moich rówieśników (co ciekawe, głównie płci męskiej :]) często objawia się tendencja do wyśmiewania rzeczy, których się nie rozumie. A rozumieją bezmyślną siekankę w GTA. Spróbowałbyś niektórym podepchnąć pod nos RPGa, to by się przestraszyli, że można wybierać. ;)

A skąd pochodzisz? Mała miejscowość czy duże miasto?
Mieszkam w Ziębicach – małym miasteczku o godzinę drogi od Wrocławia. To fajne miejsce, ale praktycznie nic związanego z Internetem się tu nie dzieje.

Kiedy miałeś pierwszą styczność z komputerem? Pamiętasz co to było? Jakiś program, gra, strona internetowa?
Nie, niestety nie mogę sobie niczego skojarzyć.

Ale pamiętasz taki (zapewne krótki) kawałek czasu w twoim życiu bez komputerów? Czy po grzechotkach przerzuciłeś się od razu na myszki? ;)
Po grzechotkach było przedszkole, a po nim podstawówka. Wtedy dostałem pierwszy komputer i się nim całkowicie zafascynowałem. (więcej…)


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)