iZbieractwo

czytam i zbieram sobie


Banalnie o blogowaniu?

Nie wiem już co jest banalne w temacie blogowania a co nie jest. Zaświtała mi jednak pewna myśl (nie najoryginalniejsza chyba), że blogi to takie sita przez które przesiewa się ludzi, aby wyłowić tych w szerokim sensie najzdolniejszych. Wyrwać bakalie z tortu a resztę wywalić? Pozytywne to zjawisko czy negatywne?

Kiedy o blogach rozmawiam z blogerami (np. na Yulbizie;) to prędzej czy później schodzi rozmowa na temat zarabiania na blogach. Dla mnie osobiście średnio ciekawa sprawa. Dałem sobie luz – piszę z pasji, a mój blog ma tak niszową tematykę, że nie warto łudzić się marzeniami o jakimś tam zarobku. Nie mam czasu na pisanie normalnych notek a co mówić o pisaniu notek sponsorowanych – dla mnie i dla tego bloga, stracony czas. Ale rozumiem, że wielu może to interesować. Niezależnie jednak od tego, czy trochę kasy z naszych blogów wyciągniemy, czy nie, każdy bloger na pisaniu może zyskać. O tym wiemy chyba wszyscy (przynajmniej my blogerzy). To takie hobby z bonusem, a jednym z ciekawszych bonusów jest możliwość przestawiania własnego bloga jako swego rodzaju Curriculum vitae 2.0 – ja tak zrobiłem ;) Blog się więc przydał, wśród czytelników (niewielu ale jednak) spotyka się z pozytywnym przyjęciem. Od ostatniej notki minęło trochę czasu – pojawiły się pytania kiedy coś napiszę… Wszystko fajnie, ale jak się spojrzy na całą blogosferę to nie jest już tak różowo – dla autorów oczywiście.

Na bloxie licznik przekroczył 99000 założonych blogów – na ilu z nich byliście choć raz, ile pamiętacie a ile potraficie wymienić? To są skończone i niewielkie liczby. Według naukowców na bloxie dobrze sprawdza się zasada Pareto – 80/20 (80% dochodów pochodzi od 20% klientów, itp. itd.) Analizując bloxowe blogrolle zauważyli, że „Tylko 10% wszystkich blogów ma przynajmniej 1 link przychodzący z innych blogów z bloxa. I tylko 1% wszystkich blogów ma przynajmniej 10 linków przychodzących z innych blogów z bloxa. Ale blogi z minimum 10 linkami przychodzącymi generują aż 56% ruchu.” Nie chodzi tu już o konkretne liczby ale o skalę.

Blogi to sita, przez które przesiewa się plewy od ziarna. Blogerów dobrych, intrygujących, utalentowanych, od tych, którzy nie mają wystarczającej chęci, talentu czy szczęścia. Wiele jest kategorii wedle których można oceniać bloga, a że pisać można blogi o wszystkim i na wiele wiele różnych sposobów, to nie sposób porównać skalę ich sukcesów. Można jednak zauważyć, że każdy blog podlega bezlitosnemu przesiewaniu. Przeraża was to lub niepokoi?

Ja dawno zaakceptowałem fakt, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie, ludzie mogą być równi wobec prawa, ale mają różnej wielkości talenty i zdolności. Ja nie muszę być popularny, znany czy w jakikolwiek sposób wielki. Akceptuję również fakt, że mogę być nikomu nie znanym szarym blogerem. Jednak jest coś złowieszczego w tej myśli, że tylko małemu procentowi, jeśli nie pojedynczym z nas „pisana” jest wielkość, a każdemu pisane jest bycie ocenianym. Właściwie blogosfera jest po to, aby popularność zdobyło kilku kolesi, a kilkunastu (kilkudziesięciu?) znalazło pracę czy dodatkowe źródło dochodów. To taki tort, z którego wyjada się najsmakowitsze bakalie a resztę wywala?

Przyszłość Internetu

W tym tygodniu na Read/WriteWeb trwa Web Future Week. Od jakiegoś czasu co tydzień jest jakiś temat przewodni. W ramach obecnego tygodnia opublikowano ankietę, w której zadano pytanie: Która internetowa technologia będzie miała największy wpływ na sieć w ciągu następnych 10 lat? Zadając to pytanie, Richard MacManus przytomnie zauważa, że przecież 10 lat temu nie istniało Google, które dzisiaj rozdaje karty. Technologia rozwija się za szybko. Król internetowej technologii anno domini 2017 może jeszcze nie istnieje lub – dalsze słowa MacManusa – iskrzy się dopiero pomysłem w głowie studenta z Szanghaju.

Tą ankietą przyszłości nie przewidzimy, to raczej odbicie dzisiejszych hype’ów i buzz’ów ale IMHO warto się chwilkę nad tym zastanowić. Ja robię to przede wszystkim dla intelektualnej przyjemności pobudzenia szarych komórek w temacie który lubię. Jakie są więc nominacje na technologię przyszłości?

(więcej…)

Mutacje i klonacje

Natknąłem się wczoraj na powstający dopiero serwis Tweetr. Co on oferuje? Wspomaga aktualizację zdjęcia w profilu Twittera za pomocą fotki z twojej kamery internetowej (jeśli dobrze zrozumiałem o co im chodzi). Zdjęcia wszystkich użytkowników można oglądać również grupowo na stronie głównej lub dla danego pojedynczego usera.

Kiedy słyszę o tego typu superpotrzebnych i ultrainnowacyjnych stronach to przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo – mutacje. Przypadkowe mutacje. Tak jak w biologii i genetyce. Jeśli jakaś mutacja genetyczna jest możliwa, to zapewne u jakiegoś osobnika w jakimś czasie ona zajdzie. Raz będzie ona dobra i pomocna, innym razem groźna dla jego zdrowia. Podobnie z serwisami internetowymi – jeśli jest możliwość dodania do siebie dwóch funkcjonalności to pewnie ktoś to w końcu zrobi. Ale nie zrozumcie mnie źle. Ja tego nie potępiam. Wręcz przeciwnie. Aby powstała jedna perełka potrzeba wielu prób – mutacji. Szkoda tylko, że entuzjaści web 2.0 skazani są na syzyfowe prace odsiewania ziaren od plew.

Gdy się już ziarenka znajdzie, to na poletku webdwazera się co robi? Klonuje! (Znów pojęcie z nowoczesnej biologii). Co jednak znamienne, nie wszystko co z tego procesu wyniknie, jest nazywane klonem. Ciekawie zauważa to autor tego posta na R/WW:

There are a lot of people on the Net who don’t know what Digg is. But for those who do, there’s a term just as popular as Digg: the Digg clone.

Has anyone ever heard Google being referred as an „Altavista clone”? What about Yahoo Mail or GMail being mentioned as a „Hotmail-like site”? I’ve never seen anyone talking about MySpace as a „Friendster clone”, and definitely WordPress.com would never be called a Blogger-like site. (…) During the portal craze a few years ago, everyone was talking about portals – but we never heard that Lycos was a Yahoo clone. Even today, you don’t often read that Metacafe is a YouTube clone, Google Reader a Bloglines clone, or Google Blog Search a Technorati clone.

Ja bym zrehabilitował serwisy nazywane klonami, skoro inne kopie nie są tym pejoratywnym mianem obdarzane, ale czy jest jakaś logika oprócz przypadku w tych mutacjach i klonacjach?

Delicje

Kolejną ikoną web2.0 jest serwis del.icio.us nazywany swojsko w kraju nad Wisłą delicjami. O co w nim chodzi? Świetnie pokazuje to ten filmik:

Z tej samej serii mogliśmy oglądać Jak działa RSS i Wiki.

Dla tych, którzy woleliby przeczytać o tym po polsku, polecam dwa ciekawe wpisy (na nieaktywnym jak na razie) blogu lifehacker.blox.pl:

Eskey opisał też możliwość wykorzystania delicji do stworzenia chmurki tagów. Jest to szczególnie przydatne dla serwisów, takich jak blox.pl, które same w sobie tego nie umożliwiają.

PS. Tak jak wcześniejszy post, ten również ląduje w Best Of.


  • Ostatnie komentarze

    • radek: Oczywiście :) Thx
    • olaf: Ostatni dzień sierpnia oczywiście :)
    • radek: @Mirek Bartołd – Nie lubię naciągania i „podkręcania” tematu. W mojej opinii było to tylko...
    • mirek.bartold: Radku, mam wrażenie, że zrobiłeś ten wpis z lekkim wyrzutem sumienia, na zasadzie: „muszę...
    • Arek: Spotkałem się kiedyś z bardzo podobną praktyką innej taniej linii lotniczej :)